środa, 21 listopada 2012
Raz dobrze a raz źle.
W sumie to tak jak w życiu. Ostatnio długo nie pisałam, ale jakoś ostatnio to na nic nie miałam ochoty. Rozchorowałam się i przez tydzień praktycznie nie wychodziłam z domu a to tylko dlatego, że w weekend miałam zajęcia. Na zajęciach w sumie coraz lepiej, czasami bywa zabawnie. Wszystko się jakoś pomału toczy. Za niedługo mam w planach zarezerwować w końcu tą wycieczkę na wakacje, żeby moje marzenie stało się rzeczywistością (przynajmniej mam taką nadzieje). Jakiś czas w domu było dobrze, ale tylko jakiś czas. U mnie w domu chyba nie może być dobrze, ba jak jest za długo spokój to zawsze potem pojawia się jakaś kłótnia. Czasami to mam już tego serdecznie dość, tych ciągłych kłótni praktycznie o nic. Czasami to nawet mam dość własnego życia. W takich dniach, najlepszym lekarstwem jest muzyka. Tylko na pozwala mi żyć dalej. Nawet tak do końca to nie wiem jak mam to wszystko z siebie wyrzucić, na szczęście jest muzyka i ona dodaje mi sił....
piątek, 2 listopada 2012
Dzień Wszystkich Świętych.
Jest to specyficzny dzień w roku. Dzień w którym można przemyśleć wiele spraw, w którym szczególną uwagę zwracamy na naszych bliskich którzy nie są już z nami. W tym dniu szczególnie czuje obecność moich dziadków. Czasami jest ciężko wspominać osoby najbliższe. Przyznam się, że dziadkowie nie żyją już 13 lat, ale coś we mnie pozostaje. Drugi dziadek zmarł w szpitalu, a co najgorsze w tym wszystkim to, to że dzień wcześniej byłam u niego i czuł się dobrze. Od tamtej chwili mam taką traumę, że jak mam iść do szpitala to nie wytrzymam tam dłużej niż 5 minut. Od razu robi mi się słabo, niedobrze, kręci mi się w głowie. Ta cała historia zostaje w pamięci i w sercu. W taki dzień jak 1 listopada, czuje, że są przy mnie i czuwają na de mną cały czas.
Nie powiem, żeby droga na cmentarze w tym roku była łatwa i przyjemna. Życie już nas nauczyło, że na groby gdzie mamy dalej jedziemy dzień wcześniej. Teraz też tak było, pożyczyliśmy auto od brata i pojechałyśmy z mama i z babcią. Stanęłyśmy w takim korku, że byłyśmy w szoku, ale coś mi się wydaje że musiał być jakiś wypadek, bo jak wyjeżdżałyśmy z cmentarza to już się wszystko rozładowało. Poniżej są dwa zdjęcia tego cudownego koreczka, co prawda nie za dobra jakość bo to z telefonu:
Nie powiem, żeby droga na cmentarze w tym roku była łatwa i przyjemna. Życie już nas nauczyło, że na groby gdzie mamy dalej jedziemy dzień wcześniej. Teraz też tak było, pożyczyliśmy auto od brata i pojechałyśmy z mama i z babcią. Stanęłyśmy w takim korku, że byłyśmy w szoku, ale coś mi się wydaje że musiał być jakiś wypadek, bo jak wyjeżdżałyśmy z cmentarza to już się wszystko rozładowało. Poniżej są dwa zdjęcia tego cudownego koreczka, co prawda nie za dobra jakość bo to z telefonu:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
