piątek, 29 marca 2013

Świątecznie porządki.

Święta coraz bliżej, nawet już na ostatnie prostej, bo przecież jutro już Wielki Piątek. Tak na prawdę, to te Święta będą jakieś takie dziwne i w sumie nawet nie mam na nie ochoty. Atmosfera w domu niby trochę lepsza, ale i tak człowiek nie mam na nic sił. Weny do sprzątania też nie mam, a pogoda jakoś nie daje kopa do działania. Szaro buro, zima... a przecież mamy wiosnę. Lany poniedziałek chyba na prawdę będzie na śnieżki. Normalnie jakaś paranoja, zawsze już o tej porze było w miarę ładne. Kwiecień już prawie a ja dzisiaj usłyszałam, że taka pogoda może być nawet do maja... Pójdzie zwariować, ja chce już wiosnę, żeby było ciepło i nie trzeba było chodzić w tych grubych płaszczach. A po za tym, że tak powiem opał się skończył i trochę zimno jest w mieszkaniu szczególnie popołudniu. Jak tak czekam, aż tata wróci z pracy to normalnie zamarzam. Mam nadzieje, że ten mróz szybko się skończy i przyjdzie prawdziwa, piękna wiosna. Dobra idę spać, jutro trzeba wcześnie wstać i zrobić wszystko to co zaplanowane

poniedziałek, 18 marca 2013

Znalezienie równowagi.

Znowu dawno nie pisała, jakoś nie umiem ostatnie czasy opisać tego co się ze mną dzieje. Niby nic takiego, w domu powoli się uspokaja, albo jest cisza przed burzą, bo tata jeszcze nie wie, że jednaj jedziemy. Wiąż odzywa się do mnie tylko wtedy kiedy musi, a mi już teraz to nie przeszkadza. Wszystko pomału jakoś kręci się do przodu, choć czasami nie jest łatwo. Zbliżają się święta, ale jakoś nie mam na nie ochoty, nie sprawia mi to radości. Zobaczymy jak to będzie. Powiem szczerze, że nie potrafię jakoś doprowadzić się do odpowiedniego stanu. Ćwiczenia stanęły w martwym punkcie, motywację mam, ale sił nie i chyba najbardziej tych psychicznych. Muszę na nowo się przełamać i dam radę. Muszę wrócić, na odpowiedni tor z moim życiem, choć teraz jestem coraz bardziej sobą. Technikum się skończyło, już definitywnie zamknęłam ten rozdział i czuję się z tym bardzo dobrze. Nie mogę patrzeć co było wstecz, muszę patrzeć przed siebie, spełniać swoje małe cele. Mam też nadzieje, że jak ponownie odnajdę równowagę w życiu to znowu zacznę tutaj normalnie pisać. Nie wiem ile osób to czyta, ale ja pisząc, mogę się pozbyć moich uczuć, powiedzieć co mnie boli i ogólnie się wygadać i czuję się z tym dobrze.

Wczoraj nawet spędziłam miłe popołudnie. Umówiłam się z dziewczynami z uczelni na spotkanie poza uczelnią. Przydał mi się taki wypad, takie 3 godziny oderwania od otaczających problemów i tego wszystkiego. Pogadałyśmy, wypiłyśmy piwko, ogólnie czas spędzony bardzo miło. Mam nadzieje, że jeszcze nadarzą się takie wypady. Nie jestem osobą zbytnio towarzyską, ale chyba muszę to w końcu zmienić. Powtarzam to dość często, ale zobaczymy co będzie. Nie mam zamiaru nic planować, niech się dzieje to co ma się dziać...

poniedziałek, 4 marca 2013

11 dni.

Tyle czasu minęło, odkąd mój tata dowiedział się o moim i mamy wyjeździe na wakacje do Hiszpanii. Nie powiem, że te dniu są łatwe i zapowiada się, że nie będzie łatwo i to długo. Tak na prawdę to już nie wiem co mam robić z tą wycieczka. Z jednej strony chcę jechać i to bardzo, przecież to moje marzenie, a z drugiej  mam dość tej chorej sytuacji w domu. Ojciec się do mnie nie odzywa, co prawda nigdy nie mieliśmy dużo tematów do rozmów, ale teraz to już wcale się nie odzywa, nawet w takich codziennych sprawach. Mam mętlik w głowie, tak na prawdę to nie wiem co mam o tej całej sytuacji, czasami mam tego wszystkiego dosyć. Nie wiem czy wytrzymamy z mamą z nim dłużej, zawsze wszystko to nasza wina, a jemu i tak nie da się nic przetłumaczyć. Z mamą "rozmawiają", ale ja tego rozmowa nie mogę nazwać. Najgorsze jest to, że po prostu już nie daje sobie rady z tą cała sytuacją. Z jednej strony stoją moje marzenia a z drugiej spokój w domu. Choć i tak o to będzie trudno, ale chciałabym, żeby wszystko wróciło do stanu takiego jaki był przed tym jak powiedzieliśmy o wycieczce. Nie było kolorowo, ale jakoś szło to wytrzymać, teraz już pomału się nie da tego wytrzymać. Myślałam, że po ślubie brata i jego wyprowadzce, ojciec będzie chciał jakoś zjednoczyć rodzinę, ale pomyliłam się i to cholernie boli. Wszyscy na około mówią mi, że mam nie rezygnować z marzeń, ale ja już sama nie wiem, co czuje. Barcelona, miasto moich marzeń.... już nie wiem co mam zrobić, ze sobą, ze swoimi marzeniami, z całym swoim życiem, jestem w jakimś dołku i obawiam się, że tak szybko się nie pozbieram a w szczególności jak tak dalej będzie w domu. Chciałabym się wynieś, ale nie zostawię mamy samej z nim, bo wiem, że się wykończy a same sobie i tak nie poradzimy, bo nas nie będzie stać na życie. Nie wiem co robić, myśleć, jedynie w tej całej sytuacji czuje się fatalnie...