poniedziałek, 22 października 2012

Drugi zjazd zaliczony.

Drugi weekend na uczelni już za mną. Powiem szczerze, że po sobocie gdzie miałam tylko 2 wykłady czułam się o wiele gorzej niż po niedzieli gdzie siedziałam prawie 12 godzin. Najgorsze jest to, że tak choćbym miała nawrót choroby lokomocyjnej (której tak na prawdę nigdy nie miałam). Nie wiem może jest to związane z przejściem z lata na jesień, bo w zeszłym roku tak mniej więcej w tym samym okresie miałam takie same problemy. No cóż tabletki na lokomocje i da się jakoś wytrzymać podróże środkami lokomocji :) Bałam się trochę wczorajszego angielskiego, ale okazało się, że może nie będzie tak źle. Wszystko tak na prawdę okaże się później, na razie miałam tylko 2 weekendy. Następny angielski w sobotę za dwa tygodnie. Fajnie będzie wyglądać w tedy niedziela, bo jadę tylko na ćwiczenia z psychologii :D Jak na razie to nic takiego ciekawego się nie dzieje. Obiecałam mamie, że wyhaftuje jej zegar do kuchni i musiałam bym się z to zabrać, bo chciałabym skończyć przed świętami. Mam nadzieje, że mi się ta sztuka uda.

poniedziałek, 15 października 2012

Złośliwość rzeczy martwych.

Po tytule można się domyślić, że coś się zepsuło. A jak by inaczej. Chciałam się już kłaść spać, bo w sumie późno było. Zabieram się do sprawdzania czy mam budzik w telefonie dobrze ustawiony a tam co się okazuje. Ekran w komórce nie działa, nic się nie chce przycisnąć. Resetuje telefon, ale i to nic nie daje. Pomyślałam siebie, zajebiście jeszcze mi tego brakowało. Wkurzyłam się, nie ma to jak się popsuje telefon, któremu gwarancja wygasła miesiąc wcześniej. No cóż, prawdziwa złośliwość rzeczy martwych. Już po północy a ja z tatą szukam jakiegoś zastępczego telefonu. Na szczęście mamy pochowane jakieś stare telefony, które nie się już używane ale chodzą. No i mam jakąś stara Nokie. Byłyśmy dzisiaj z mama w serwisie, bo w sumie nie mam żadnych kontaktów, wszystko na telefonie tym popsutym. 90 złoty i dwa dni, mam nadzieje że już będę miała ten telefon do zmiany. A co najlepsze, bo prawdopodobnie będę przechodzić na abonament żeby mieć internet tańszy i chciałam sobie zmienić telefon. Wczoraj uświadomiłam o tym tatę i się śmiał, że znowu chce nowy telefon. I masz tu musiałam się tego samego dnia zepsuć. Co prawa jeszcze jakiś czas będę miała ten stary, bo muszę dopiero uzbierać kasę na nowy, ale mam nadzieje, że już na święta będę mogła go sobie sprawić. :)

sobota, 13 października 2012

Nowy kolor włosów.

Jako, że już prawie nie było koloru na moich włosach ( w końcu 2 miesiące od wesela minęło) to postanowiłam odświeżyć moja fryzurkę. Co prawa długo nie umiałam się zdecydować na kolor, choć gdzieś tam ciągle mam ten swój ideał. W końcu wczoraj mama zafarbowała mi włosy i trochę się bałam co z tego wyjdzie. Pierwszy raz miałam ten kolor i mogłam spodziewać się wszystkiego. Jak się ostatecznie okazało nie jest źle, a nawet prawie idealnie. Sami będziecie mogli ocenić. Wyglądam trochę inaczej, ale do wszystkiego da się przyzwyczaić. Tata się śmieje, że mam czerwone włosy, coś z tym prawdy jest ale nie do końca. W końcu kolor na jaki się zdecydowałam to "Intensywna rubinowa czerwień". Po mimo strachu jestem zadowolona z nowego koloru.

Sami zobaczcie jak wyszło:





czwartek, 11 października 2012

Leń.

Ostatnie czasy nie mam na nic ochoty, najchętniej to bym cały czas spała. Najprawdopodobniej jest to spowodowane tymi zmianami pogody. Najgorsze jest to, że do jutra muszę posprzątać w pokoju a bardzo, bardzo mi się nie chcę, jakoś nie mam do tego weny. Dzisiaj jeszcze może uda mi się coś posprzątać a jutro to już na pewno muszę skończyć, bo inaczej będzie źle. No dobra może nie aż tak tragicznie, ale w niedziele rodzice mają rocznicę ślubu i wypadało by mieć posprzątane, bo goście przyjdą. Dzisiaj byłam z bratowa po prezent, albo raczej jego część. W sumie to kupowałyśmy mamie, bo dla taty to Mateusz zamawiał i mamy nadzieje, że jutro dojdzie, inaczej nie chce wiedzieć jako to wszystko wyjdzie. Mamie kupiłyśmy masielnice i cukiernice w róże, bo jak jej obiecałam, że wyhaftuje jej zegar a ma być w róże, więc będą ładnie pasować. Mamy nadzieje, że mamie się spodoba. Ja na razie to muszę się zabrać za to sprzątanie. Wczoraj wzięłam kwiatki z parapetu i położyłam w pokoju i jakoś pełno mi się na parapecie zrobiło :)

Dobra idę jeszcze trochę posprzątać, bo jutro nie dam rady wszystkiego zrobić...

niedziela, 7 października 2012

Przeżyłam.

Nie było tak źle. Co prawda to czego się najbardziej bałam, okazało się w najlepszym co miałam w ten weekend. Prawo i ochrona własności, trochę nudę i mnóstwo notatek, na prawdę dużo. Wczoraj dowiedzieliśmy się kiedy mamy pierwsze zaliczenia sesji (na pierwszych wykładach). Dzisiaj na TI to dopiero była masakra, coś strasznego. Jak tak dalej będzie, to to będzie pogrom. Wykładowca nie wydaje się sympatyczna a notatek prawie nie da się robić, bo nie dość że wszystko na slajdach to jeszcze tak szybko, że zdołamy tylko napisać nagłówek i następny slajd. Nie ma jednak co narzekać, bo to dopiero początek, zobaczymy co będzie po 10-tym zjeździe. Jak na razie jestem dobrej myśli i mam nadzieje, że tak już do końca zostanie :)

piątek, 5 października 2012

Jutro pierwszy dzień zajęć.

Trochę się boję, bo nie wiem jak to będzie. Jacy będą ludzie i w ogóle wszystko. Musze jeszcze jutro jakoś odebrać legitymacje (mam nadzieje, że przynajmniej będzie) i spróbować załatwić kartę do wjazdu na parking, bo może będę jeździć autem, ale to się jeszcze zobaczy. Na pewno w soboty nie będę jeździć, bo rodzice potrzebują auta, ale niedziele to sprawa otwarta, choć ja nie przepadam za jazda naszym autem. Nie powiem boje się, że gdzieś w drodze się rozwali a ja nie będę wiedziała co mam zrobić. Co prawda ostatnio w niedziele jechałam do Chorzowa do skansenu i z powrotem, ale to w towarzystwie rodziców. Zobaczymy co będzie jutro. Pierwsze zajęcia i to jeszcze jakieś takie dziwne, bo prawo i ochrona własności intelektualnej i psychologia. Najbardziej to mnie ta psychologia przeraża, na szczęście zajęcia są w miarę krótko bo od 8:00 do 14:15. Niestety do domu jakoś będę miała problem z dojazdem, bo autobus, który jedzie bezpośrednio do mnie na Ligote jedzie co godzinę 15 po, więc kicha i będę musiała jechać przez centrum. Jak na razie staram się o tym wszystkim tak nie myśleć, żeby się nie denerwować, a żeby nie myśleć to muszę mieć jakieś zajęcie.