środa, 26 października 2011

Niektórzy ludzie mnie bawią.

W szczególności ci z mojej klasy. Ja potrafię wiele zrozumieć, ale nie rozumiem, jak można na lekcjach praktycznie tyko gadać, a potem mieć pretensje, że się ma złe oceny. Bawi mnie też fakt, że niektórzy przez 3 lata praktycznie nic nie robili a teraz się obudzili, że mamy maturę i mają 4 czy 5 razy w tygodniu korepetycje. Nie wiem, ja bym tak nie mogła, przychodzę ze szkoły tak zmęczona, że zjem coś, położę się do łóżka i prawie natychmiast usypiam. Może faktycznie i jestem najlepszą uczennica w klasie, ale na pewno nie jestem kujonem jak sobie niektórzy wyobrażają, bo najczęściej to nawet nie mam ochoty wziąć się do nauki. Wiem, że mam maturę i te przedmioty, które są mi potrzebne na studnia to staram się gdzieś na nich skupić, jak na razie nie w domu to uważam w szkole i bardzo dużo z tego wynoszę. Może mam inne podejście do życia, świata, tego wszystkiego co mnie otacza, ale taka już jestem. Mam swoje priorytety, marzenia, cele w życiu i do nich staram się dożyć. Chyba nie jestem normalną nastolatka XXI wieku, nie bawią mnie imprezy, wole posiedzieć w domu, jak mam ochotę to posłuchać mojej ukochanej muzyki, albo po prostu zająć się robótkami. Wiem, że nie jest to normalne, ale ja też normalna nie jestem...

Jak myślicie jakie podejście do życia, moje czy mojej klasy jest lepsze. Czekam na jakieś odpowiedzi, bo ciekawi mnie to jak wy sądzicie.

Pozdrawiam i dzisiaj polecam drugą z moich piosenek


niedziela, 23 października 2011

Brak nadzieji...

... na to, że jeszcze coś może wyjść. Już nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony cieszę się, że mój brat się żeni, ale dlaczego zawsze ja mam z wszystkiego rezygnować. Staram się jak mogę, oszczędzam, pomagam ile tylko mogę a i tak wszyscy mają to w dupie. Chcę pojechać do tej Hiszpanii, spełnić chociaż jedno moje marzenie i czuje, że jak nie pojadę w przyszłym roku to już nie pojadę w ogóle i chyba nie pojadę. Ta co się najbardziej stara zawsze musi być najbardziej poszkodowana... Czasami mam dość tego jak wszyscy mnie traktują, po prostu dość...

sobota, 8 października 2011

Zmuszona do jazdy samochodem.

Niestety taka prawda. Mam prawo jazdy, ale nie lubię jeździć autem, nie wiem dla czego. Jak jeździłam na jazdach to fajnie mi się jeździło, ale teraz już nie. Boję się i nie lubię, a mojego ojca to bardzo wkurza. Dzisiaj niestety musiałam jechać. Mój brat wybrał się z narzeczoną do klubu, wszystko było by dobrze gdyby nie to, że chwile przed tym jak miał po nią jechać to złamał sobie okulary i już nie miałam wyjścia. Nie było najgorzej, ale to i tak nie zmienia faktu, że nie lubię jeździć. Dzisiaj jeszcze chyba raz będę musiała wsiąść do auta jako kierowca, żeby odwieźć Sonie do domu, ale jak powiedziała, że mogę w razie czego jechać to już nie mam innego wyjścia :)

piątek, 7 października 2011

Czasami mi się wydaje...

...po pierwsze, że jestem mądrzejsza od niektórych nauczycieli w mojej szkole. Chodzi mi głównie o jedną nauczycielkę. Wczoraj miałam bardzo sympatyczną sytuację kiedy nauczycielka nie umiałam zrozumieć oczywistej rzeczy i ja jej to tłumaczyłam (do końca chyba nie zrozumiała), cóż tu jednak zrobić.
... po drugie, że nie pasuje do tego świata. Coraz bardziej to dostrzegam, ale jakoś daje rade. Miesiąc roku szkolnego minęło i jakoś się trzymam. Czasami faktycznie mam dość, źle się czuję w klasie, najchętniej to bym już tam nie poszła, ale nie mogę, jakoś muszę wytrzymać do końca kwietnia. Wierze, ze jakoś mi się uda i jak pójdę na studnia a nawet jak napisze maturę to zacznę nowe życie, miejmy nadzieje, że lepsze niż obecne.

Jeśli mogę komuś polecić piękną piosenką to polecam: Anahí ¨Dividida¨




sobota, 1 października 2011

Zaczyna się balet

Miesiąc nauki minął i zaczyna się normalna nauka, czyli sprawdzian za sprawdzianem a za tym sprawdzianem sprawdzian. Wiem, że taki los ucznia, ale nie przesadzajmy. W poniedziałek mam dwie normalne kartkówki (rachunkowość i niemiecki) i do tego kartkówka z treści lektury, której jeszcze nie przeczytałam, ale to tylko mały detal. Dzisiaj myślałam, że zwariuje. Pojechałam do koleżanki, żeby wspólnie zrobić zadanie domowe i co? Zajęło nam to 3,5 godziny, jakieś cholerne zadanie domowe. Najgorsze jest to, że tak do końca to ja nie wiem jak myśmy to zrobiły w całości, bo zadanie obejmowało zagadnienia, których jeszcze nie przerabialiśmy na żadnym z przedmiotów zawodowych. Powiedziała Darii, że jak będziemy miały coś nie tak to coś zrobię nauczycielce, bo powiedziała, że mamy zrobić a jak to już nikt nie chciał powiedzieć. Padam, nie wiem jak się nazywam, ale jeszcze nie mogę iść spać, bo i tak potem nie będę spać.