wtorek, 24 września 2013

Istny horror.

Było już blisko, już prawie byliśmy w tym ćwierćfinale, ale niestety Bułgarzy ostatecznie nas pokonali. Jest mi smutno z tego powodu, źle, ale przegrali po walce, nie poddali się, walczyli do końca. Co prawda zauważyłam, że po wygranych dwóch pierwszych setach, drużyna ma tzw. syndrom trzeciego seta. No cóż, można by lamentować, takie jest życie, dobrze było wiadomo, że mecz z Bułgarią nie będzie prosty i nie był, choć wydaje mi się, że lepsza była Bułgaria niż Rosja. Jako kibic Polskiej Reprezentacji mam nadzieje, że nasz trener nie zostanie zwolniony, może faktycznie w tym roku nic do końca nie wychodziło, bo ani Liga Światowa, ani teraz Mistrzostwa Europy, ale ja jeszcze wierzę w ten zespół pod wodzą tego trenera, w szczególności, że w przyszłym roku jest Mundial. Zobaczymy co czas przyniesie, ale mam nadzieje, że będzie dobrze. Jednak dzisiejszy mecz był horrorem, przyprawiał o drobne zawały serca, ale na pewno nie zmieni się moja wiara w tą drużynę...

niedziela, 22 września 2013

Galeria Katowicka

Żeby nie było to wszystko co dzisiaj publikuje w poście jest tylko i wyłącznie moją prywatną opinią na temat nowo powstałej w Katowicach Galerii Katowickiej. Oczywiście nie mam zamiaru moją opinią nikogo obrażać, czy coś w tym stylu, to są po prostu moje spostrzeżenia. A więc tak, po obiedzie wraz z bratem i jego żoną postanowiliśmy pojechać do Galerii żeby zobaczyć co tam jest, taka ludzka ciekawość. Wjazd na podziemny parking nawet spoko, choć jak dla mnie trochę za stromo. Parking dzisiaj bezpłatny, ogólnie będzie płaty. W znaleźeniu wolnego miejsca pomagają lampki świecące na zielona w przypadku wolnego miejsca i na czerwono gdy jest zajęte. Parking na dwóch kondygnacjacch, więc dość duży. Niestety wydostanie się z niego na teren centrum przy pomocy wind tylko dla osób cierpliwych, a dla tych drugich schody normalne alub ruchome (w innym miejscu niż windy i normalne schody). Niestety w tamtym momencie nie wiedzieliśmy gdzie są schody ruchome, więc czekaliśmy dość długo na winde, która dojeżdża tylko do pierwszego piętra (obecnie jest ich 2 a ma być 3). Miejmy nadzieje, że za jakiś czas będą dojeżdżać do samej góry bo było by to trochę dziwne. Co do samej Galerii to duża, mimo że z zewnątrz to aż tak duże się nie wydaje. Co do sklapów to nie będę sie wypowiadała, bo na kupowanie w większości tych sklapów po prostu mnie nie stać, drogo mogę powiedzieć że bardzo drogo. Pod tym względem wolę SCC. Toalety, trochę trudno je zlokalizować i są płatne. Jak na mój gust to 2 złote to trochę za dużo, no ale cóż. Największe problemy z całym tym wypadem do Galerii do był wyjazd z parkingu. Oznakowanie wyjazdu w miarę dobre, ale warunki do wyjazdu na ulicę Mikołowską to jakaś paranoja. Zrobił się ogromy korek. W pewnym momencie jest taki dość stromy podjazd i mieliśmy niemiła przyjemność zatrzymania się tak mniej więcej w środku. Mój tata miał spore problemy z ruszeniem z tego "wzniesienia" a nas przyprawił o mały zawał serca. Podłoże niestety nie sprzyja, bo jest dość śliskie. Tak na prawdę to nie wyobrażm sobie wyjazdu z tamtąd w zimie, ale może tyllko mi się tak wydaje.  No więc taka jest moja opinia na temat nowej galerii w Katowicach, znajdującej się tuż przy Dworcu PKP. Jeśli ktoś nie zgadza się z moją opinią to może to napisać w komentarzu, wiem, że nie wszystko co mi się nie podoba może sie podobać innej osobie, dlatego jestem otwarta na opinię innych osób na ten temat.

niedziela, 15 września 2013

Popołudnie z przygodami.

Niby dzień nie zapowiadał takich przygód, ale ogólnie było fajnie. Wraz z rodzicami, bratem i bratową postanowiliśmy dzisiaj jechać do palmiarni do Gliwic. Trochę się tego obawiałam, bo w środę chyba skręciłam sobie kostkę, piszę chyba, bo nie pamiętam, żeby coś takiego się stało, ale jak wróciłam to noga nie wyglądała za dobrze. Oczywiście w piątek w końcu pojechałam z mama na pogotowie, ale na zdjęciu rentgenowskim nic nie wyszło, no i lekarza patrzał się na mnie choćbym to wszystko sobie zmyśliła, ale cóż. Nie mam tego w gipsie, czy czymś takim, ale noszę swój stary stabilizator. Ale wracając do dzisiejszego dnia, pojechaliśmy do tej palmiarni. Było fajnie, ciekawe roślinki, zwierzątka. Potem kawa i ciasto, no i chcemy wracać do domu. Auto brata trochę szfankowało, bo coś było nie tak z tłumikiem i miał w tym tygodniu jechać z tym na warsztat, ale nie zdążył. Jedziemy sobie spokojnie do domu i nagle słyszymy jak coś trze po asfalcie no i nasza jazda niestety się skończyła. Zepchnęliśmy auto na jakiś wjazd na budowę, żeby nie torowało drogi. Na początku wydawało się, że tata (mechanik samochodowy) i bracik zdołają jakoś przychycić ten tłumik tak żeby dojechać do domu, ale się rozpadało. Skończyło się na tym, że zadzwoniliśmy po pomoc drogową, ale że było nas 5 to trzeba było załatwić jakiś transport do domu dla mamy, Sonii i mnie. W końcu bracik zadzwonił do kolegi, który bez problemu po nas podjechał. Laweta przyjechała po jakieś godzinie, a kumpla jeszcze nie było, bo wkopał się w korek w centrum Katowic. Trochę poczekałyśmy same a tym zadupiu i nasz transport też przyjechał. Jak wyjechaliśmy z domu koło 14 tak wróciliśmy po 20 a gdyby wszystko poszło bez problemów to bylibyśmy koło 17 w domu. Czasami przydaje się taki dzień z wrażeniami, przynajmniej nie było nudno. A na koniec kilka zdjęć z palmiarni: