sobota, 16 listopada 2013

Zwariowany tydzień.

Ten tydzień był na prawdę zwariowany. W poniedziałek było święto, więc było trochę luzu, w końcu szło się wyspać :) We wtorek miałam korepetycje, a że jestem czasami totalnym leniem to słówka dla mojego ucznia robiłam jak zwykle na ostatni moment no i skończyłam o 15:30 a o 15:58 miałam autobus a jeszcze musiałam to wydrukować. Najważniejsze jest to, że zdążyła. W środę szłam z koleżankami do kina na Thor'a. Film polecam bo był świetny. Fajnie było się oderwać trochę od codzienności i spędzić mile popołudnie z przyjaciółkami. W czwartek znowu miałam korepetycje, bo mój uczeń ma mieć w poniedziałek sprawdzian, więc trzeba było go trochę przygotować. W piątek miał być trochę spokojniejszy dzień. Koleżanki miały przyjechać do mnie. Dzień zaczął się normalnie ale tak koło południa zadzwoniła babcia, że się przewróciła i ją strasznie ręka boli. Więc się szybko pozbierałyśmy z domu, a że do mnie miały przyjechać koleżanki więc musiałam jeszcze ogarnąć mieszkanie a mama teoretycznie powinna iść do roboty. Na szczęście zadzwoniła, wyjaśniła sytuacje i mogła pojechać trochę później. Mama pojechała z babcią do szpitala i się okazało, że babcia złamała rękę w nadgarstku. Koleżanki rozjechały się do siebie a ja spakowałam swoje rzeczy i mama przywiozła mnie do babci. No i jakiś czas będę mieszkać u niej. Tydzień w sumie nie był najgorszy zawsze mogło być gorzej. Taki relaks przed weekendem z zajęciami od 8 do 20:40 :D:D

środa, 6 listopada 2013

Nic wyjątkowego się nie dzieje

Znowu dawno nie pisałam, ale też nic takiego wyjątkowego się nie działo. W zeszły weekend zajęcia zakończone przeciążeniem nadgarstka i kilkoma dniami z zabandażowaną ręka. Na szczęście w miarę szybko zdobiło się na tyle dobrze, że mogłam już normalnie ruszać ręką. Ostatnio jakoś nie mogę zabrać sie do pisania, w ogóle nie mogę się do niczego zabrać. Jakoś na nic nie mam ochoty. Pogoda jest okropna i nie zachęca mnie do niczego. W niedziele miałam jechać z koleżankami do Pszczyny, ale pogoda popsuła nam plany, więc świętowałam z rodzicami, babcią i bracikiem, to że brat został magistrem. Może nawet dobrze się złożyło, że nie jechałyśmy. Mam jednak nadzieje, że uda nam się jeszcze w tym roku doprowadzić do tej wycieczki. Za to dzisiaj znowu wybrałam się do Bytomia na gorącą czekoladę w miłym towarzystwie koleżanek. Co prawda pogoda znowu nie dopisała, rozwaliły mi się buty, ale warto było spędzić tak milo ten czas. Niestety w weekend znowu trzeba się udać na uczelnię, na szczęście ten zjazd nie będzie tym najgorszym. Następny zjazd, ten za dwa tygodnie to będzie istny horror, dwa dni na uczelni od 8 do 20:40, jak to przeżyje to będzie istny cud. No dobra może aż tak źle nie będzie, ale z pewnością nie będę do życia. Zobaczymy jak to będzie, ale obawiam się trochę tych dwóch dni, jak na razie trzeba wytrwać najbliższy zjazd. Trochę późno się zrobiło, więc trzeba by się było położyć. Mam nadzieje, że teraz uda mi się szybciej coś napisać.