czwartek, 24 listopada 2011

Koszmar zakończony.

No dobra może i nie było aż tak źle, ale nie mogę powiedzieć, że ta próbna matura była łatwa. Mam tylko nadzieje, że tak jak się mówi, że próbna matura z wydawnictwa Operon jest trudniejsza niż ta w maju. Dzisiejszy niemiecki nie był prosty, już pomijam fakt, że do listu brakowało mi słownictwa, bo takiego jeszcze nie przerabiałam, ale jakoś udało mi się napisać list. Mam tylko nadzieje, że zdam ten niemiecki już nie ważne na ile procent ważne, że powyżej 30. Matematyka...ehhh. Głównie geometria i trygonometria, czyli coś za czym nie przepadam, ale jak sobie sprawdziłam dzisiaj odpowiedzi to wyliczyłam sobie, że będę miałam koło 60% co z tego arkusza w 100% by mnie zadowalało. Na szczęście jutro już nic nie piszę i idę do szkoły na 11.00, więc przynajmniej raz się wyśpię :).

wtorek, 22 listopada 2011

1/3 już za mną...

oczywiście matury próbnej. Polski za mną. W sumie to ani to trudne nie było, ani łatwe, ale na pewno dziwne. Czytanie ze zrozumieniem o tematyce ludobójstwa, nie było najciekawsze a niektóre pytania do niego koszmarne, ale jakoś się przez to przebrnęło (nie było innego wyjścia). Co do wypracować to "Przedwiośnie" w stu procentach było lepsze od "Makbeta" w połączeniu z "Nie-Boską Komedią". Wybrałam "Przedwiośnie", bo przerabialiśmy to pod koniec zeszłego roku szkolnego i jeszcze coś tam kojarzyłam. Wiadomo, że rewelacji nie oczekuje, bo nie umiem pisać wypracować (choć dobrze mi się pisze opowiadanie), z pewnością dużą błędów będę miała i mało argumentów wyciągniętych z treści, ale analiza tekstów nie jest moja mocną stroną. Jestem bardziej ścisłym umysłem (pomimo, że kierunek studiów na jaki chcę iść to podobno humanistyczny), więc mam nadzieje, że jutro na matmie pójdzie mi dużo lepiej. Jeszcze tylko 2 dni (matma i niemiecki) i wracamy do normalnego trybu nauczania. Nawet ciesze się, że możemy pisać taką próbę, bo będę wiedziała no co muszę zwrócić szczególną uwagę i bardziej się przyłożyć. Na pewno z niemieckiego, muszę położyć nacisk na gramatykę, ale to z każdego języka jest moja pięta achillesowa.
Mam nadzieje, że wyniki będą dość szybko, i że choć w jakimś stopniu będą mnie satysfakcjonowały.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Od jutra próbne matury...


Aaaaa. Nie no, nie ma się czym przejmować w końcu to tylko próbna matura a do maja jeszcze trochę czasu. Jutro polski, w środę matma a w czwartek niemiecki. W piątek niby są dodatkowe przedmioty, ale dla mnie to już normalny dzień, bo żadnych dodatkowych nie zdaję. Mogłabym pisać matematykę rozszerzoną, ale z drugiej strony może lepiej jest się przyłożyć do podstawy i ją dobrze napisać niż męczyć się z rozszerzeniem, ale to tylko moje zdanie. Niby się tym wszystkim ni przejmuję, ale znając mnie to jutro będę się denerwować. Jedyne co mnie w tym wszystkim trochę denerwuje to to, że mamy mieć za to ocenę cząstkową, i że po maturze mamy normalnie 2 lekcje. Cóż zrobić, nie mam innego wyjścia.

Tak trochę z innej beczki, znalazłam ostatnio kilkanaście nowych piosenek po hiszpańsku. Tym razem Dulce Marii i wiecie, co jedna mi bardzo, bardzo wpadła w ucho. W sumie jest kilka bardzo fajnych piosenek, które bardzo mi się podobają. Coraz bardziej oddaję się hiszpańskojęzycznej muzyce, nie wiem, ale dodaje to mi takiego wewnętrznego spokoju.

Przed Wami Dulce Maria - Lo Intentare 

sobota, 12 listopada 2011

Bezsilność...

Czasami zastanawiam się nad moim życiem, nad tym jakie jest. Z mojej perspektywy moje życie jest beznadzieje. Mam tylko muzykę i mamę. Ojciec i brat mają nas w dupie, byleby wszystko było po ich myśli, i żeby nie musieli się za dużo napracować. Czasami mam już dość wszystkiego, łącznie ze swoim życiem. Nic z niego tak na prawdę nie mam, zawsze jest ktoś ważniejszy ode mnie. Nie wiem co mnie tak naszło, może dlatego, że dzisiaj cały pokój wysprzątałam praktycznie tylko z mamą, bo brat powiedział, że posprzątał i dla niego się robota skończyła.
Marzenia... niby takie przyziemne a jednak nieosiągalne. Co bym chciała? Być szczęśliwa, to przede wszystkim. Nie czuję się szczęśliwa i chyba nigdy nie będę. Co rozumiem pod słowem szczęście? Nie wiem, nie mam pojęcia, ale nie chcę czuć się tak jak teraz, bo teraz jest fatalnie. Po drugie chciałabym trochę schudnąć. To dopiero jest nie osiągalne. Niby wiele razy próbowałam, ale mam za słabą wolę i tak na prawdę to chyba już nie mam motywacji. Każda próba kończy się fiaskiem. To wszystko sprawia, że czuje się fatalnie, beznadziejnie, niepotrzebna. Co ja mam? Tylko wiedzę i wnętrze, ale kto by chciał poznać osobę z moim wyglądem. Jestem brzydka i gruba, taka jest prawda i chyba w końcu muszę się z tym pogodzić.
Takie jest moje życie, całe beznadziejne. Gdybym kiedyś się na coś odważyła to pewnie bym do was tego nie pisała. Nie wiem czy żałuję tego, nie wiem już nic, po za tym że czuję się ze swoim życiem fatalnie i nie wiem jak mogła bym to zmienić. Już nic mnie nie bawi, nic nie sprawia mi przyjemności. Jedyne co w jakimś stopniu mi pomaga to muzyka, pozwala mi chociaż na chwilkę zapomnieć mi o rzeczywistości...

niedziela, 6 listopada 2011

Jedyna w swoim rodzaju.

Kto? Moja mama. Co prawda sytuacja nie jest zabawna (no może trochę), ale cóż. Mama zawsze nabijała się, ze mnie, że jak skręcę kostkę to od razu gips, a ona co dzisiaj zrobiła. Skręciła kostkę i ma gips :) Sytuacja nie była zabawna, bo mało co bym nie dostała zawału na miejscu. Przez głupią kratkę przy schodach banku. Schodzimy sobie spokojnie i nagle patrze jak mama mi leci w dół i upada na ziemię. Przestraszyłam się i to bardzo, w pierwszym momencie nie widziałam co mam robić, na szczęście nie uderzyła głową. Jestem siną osobą, ale nie dałam rady jej podnieść. Chciałabym podziękować portierowi z akademików, który nam pomógł i dał zadzwonić. Cała sytuacja skończyła się niby niegroźnie, bo tylko na gipsie i na L-4. Moja mama jest jedyna w swoim rodzaju, bo stwierdziła, że 50 lat przeżyła bez gipsu a teraz co. Sama się śmieje z tego wszystkiego, ale tak na prawdę to nie wiem czy ona wytrzyma w domu, bo trudno jej się chodzi o kulach a wyleżeć cały czas nie potrafi.
Ja jutro mam wolne od szkoły, bo ktoś  musi robić z szofera, najpierw do lekarza rodzinnego a potem do pracy oddać zwolnienie. Mam nadzieje, że jakoś to wszystko będzie. Jedyny morał z tej historii jest taki, że zawsze trzeba mieć przy sobie komórkę. Ja w niedziele, jak idę do kościoła to jej nie biorę, ale chyba zacznę. Trochę się też martwię o moją jutrzejszą nieobecność w szkole, bo mam mieć sprawdzian z angielskiego, ale nawet jakbym bardzo chciała iść to i tak się nie wyrobię. Mama niby dzwoniła do mojej wychowawczyni, żeby pogadała z profesorem, w końcu to nie moje widzi mi się tylko wyjątkowa sytuacja i w takim przypadku kieruje się swoimi wartościami a rodzina dla mnie jest bardzo ważna...

piątek, 4 listopada 2011

Koniec tygodnia...

... oczywiście szkolnego :) Nie powiem, że był to najmilszy tydzień szkolny, no dobra 3 dni, ale dobrze, że już się skończył. Dlaczego nie był najmilszy? Powód jest prosty, już czasami nie wytrzymuje z moją "inteligentną" klasa, niektórzy zachowują się jak dzieci. Dzisiaj pisaliśmy sprawdzian z rachunkowości, nie powiem, że był wyjątkowo prosty, al bardzo trudny też nie był, coś tak pomiędzy. Ja, jak zwykle zresztą, dostałam 5 no i gdy na kolejnej lekcji omawialiśmy gdzie były najczęściej błędy (bo pani je zdążyła przejrzeć) to jedna laska z klasy coś tam powiedziała na mój temat i "najważniejsza" osoba w klasie zaczęła się śmiać. Nie wiem co powiedziała i chyba nie chce wiedzieć, ale czy to jest moja wina, że akurat matematyka i przedmioty zawodowe przychodzą mi z ogromną łatwością i nie muszę się do nich uczyć. Czasami wydaje mi się, że niektórzy mi tego zazdroszczą, ale czy to moja wina. Trudno niech sobie myślą co chcą, już mi to nie przeszkadza. Zostało mi tylko kilka miesięcy i pożegnam się z tą klasą (mam tylko nadzieje, że z niektórymi nie będę miała zajęć na studiach).
Plany na weekend - brak. Z nikim się nie spotkam, bo znajomych nie mam, oddam się mojej muzyce, temu co kocham. Powiem szczerze, że chciałabym znaleźć czas na naukę hiszpańskiego, ale chwilowo kompletnie mi go brakuje na najważniejszą rzecz, jaką obecnie jest matura. Zobaczymy może w wakacje mi się uda coś pouczyć.

A dzisiaj polecam piosenkę, już nie taką smutną tylko trochę bardziej rozgrzewającą.


czwartek, 3 listopada 2011

Wzrost "oglądalności"

Tak na prawdę to nie wiem czym jest wywołany, ale na pewno jest mi z tego powodu miło. Jutro piątek, a tak na prawdę to za niecałą godzinę. Mam jutro sprawdzian z rachunkowości i powinnam się uczyć, tylko że mam mały problem. Nie wiem czego mam się uczyć, bo wszystko wydaje mi się proste, ale cóż, taka już moja przypadłość :) Taka jest niestety prawda, że akurat ten przedmiot przychodzi mi z łatwością. Moi rodzice mówią, że wybrałam sobie dobry kierunek edukacji, technik ekonomista :D

Mam prośbę. Skoro moja "oglądalność" ostatnie czasy tak wzrosła to jak ktoś ma jakieś swoje zdanie, lub chce się czymś ze mną podzielić to piszcie komentarze. Uwierzcie mi, będzie mi bardzo miło :) Wypadało by iść spać, skoro mój brat już śpi a ja i tak nie mam zamiaru się uczyć, choć w sumie dobrze mi się dzisiaj pisze opowiadanie. Mimo wszystko mówię "Dobranoc" a co będę dalej robić to się zobaczy...

środa, 2 listopada 2011

Moja biblioteczka :)

Może na święta powiększy się o kolejną pozycję. Co prawda będzie to dopiero 4 książka z tej "sagi", ale prawi mi na prawdę wiele radości. Nie chce nic więcej tylko książkę. Niektórzy mogą pomyśleć, że mam fioła na tym punkcie, może to i racja, ale czuję się z tym dobrze, wiem, że jestem sobą i nikogo nie udaję. Mam coś co kocham, co dodaje mi siły i to jest Barca. Nie wiem, ale kiedy czytam książki z sagi barcelońskiej, czuje, że napływa do mnie taki spokój, siła, dzięki której wiem, że też mogę coś osiągnąć. Jest mi z tym dobrze, ze samą sobą. Może to szaleństwo, ale taka jestem, taka jest prawdziwa Natalia.

Nie wiem czemu o tym piszę, tak jakoś wyszło. Dzisiaj jak szłam tacie po leki do apteki to unikałam mojej klasy jak tylko mogłam, nawet nadkładałam drogi. Jedno jednak mogę powiedzieć, zaczynam czuć się dobrze sama ze sobą, i tylko ze sobą. Nikt chyba mnie nigdy nie zrozumie, jestem jaka jestem i nich tak pozostanie. Poznaję siebie i staram się zaakceptować, choć powiem szczerze, że wychodzi mi to trudno, ale staram się.
Jestem sobą i chyba nie ma sensu zmieniać siebie tylko dlatego żeby ci grupa zaakceptowała, szkoda, że dostrzegam to dopiero tak późno, w końcu 3 lata się z tym męczyłam, z poczuciem odtrącenia. Teraz też tak jest, ale nie przeszkadza mi to aż tak, mam swoje życie inne niż wszyscy, ale moje...


 Co prawda zdjęcia nie do tematu, ale obiecuje, że kiedyś (nie wiem kiedy), ale wkleję zdjęcia mojej ukochanej biblioteczki :) :)

P.S. Jeśli koś chciałby poczytać moje wypociny tzn. moje opowiadanie to zapraszam na "One Dream - droga do marzeń". Nie jest to nic nadzwyczajnego, ale sprawia mi radość, bo mogę wyrazić siebie. Jak na razie ciężko jest z notkami, bo nie mam czasu, ale postaram się poprawić :)