poniedziałek, 18 lutego 2013

Semestr zaliczony, zbliża się drugi.

No i w końcu, wczoraj się doczekałam wyników tej matematyki. Udało się... i to nawet na 5. Jestem szczęśliwa, bo najniższa ocena w pierwszym semestrze to 4,5 z TI. Mam nadzieje, że dalej przejdę tak przez te studia z dobrymi ocenami, ale i tak najważniejsze, żeby zrobić licencjata a potem może magistra, zobaczymy. Jak na razie trzeba zaliczyć kolejne semestry. Jak na razie mam plan tylko na pierwszy zjazd. Sobota to będzie jakiś pogrom, 12 godzina na uczelni, same wykłady i tylko 3 przedmioty. Jak na razie się tym nie przejmuje, pierwszy semestr zaliczyłam to i z drugim sobie dam radę. Tak na prawdę to chciałabym, żeby mi się w końcu życie zaczęło choć trochę układać. Staram się żyć z dnia na dzień, cieszyć tym co mam, co mnie spotyka, ale nie zawsze się to udaje. Na szczęście jest już dużo lepiej, niż kiedyś i oby nadal zmieniało się to w tym kierunku.

piątek, 15 lutego 2013

Powrót po długiej nieobecności.

Bardzo dawno mnie tutaj nie było... Trochę dziwnie znowu pisać. Ostatnio miałam gorący okres, wiecie sesja. Na szczęście już ona za mną, zostało mi tylko czekanie na wyniki z egzaminu z metod ilościowych (tzw. matematyka). Jestem dobrej myśli, spokojna, choć strasznie zniecierpliwiona. Na szczęście do soboty już dużo nie zostało :) 
Przez ten ostatni miesiąc w sumie nic wielkiego się nie wydarzyło. Wszystko pomału zmierza w swoją stronę. Miałam mały okres załamania w pracy nad sobą, ale odnalazłam znowu siły i wróciłam na dobry tor. Mój cel, Hiszpania, też się zbliża, jeszcze 7 miesięcy, ale chcę tam już być, wejść na stadion, pozwiedzać Barcelonę, choć przez chwilę znaleźć się w raju. Małymi krokami zmierzam do marzeń, hiszpańskiego też zaczęłam się uczyć dalej. Przez tą sesję nie miałam za dużo czasu na inne rzeczy. Teraz mam czas do kolejnej sesji, więc mogę ponownie walczyć o marzenia. 
Jak zawsze przychodzą lepsze i gorsze dni, choć w ostatnim czasie tym pierwszych jest o wiele więcej. Jakiś plus. Znalazłam koleżankę na studiach, z która dobrze się dogaduje, różnimy się, ale rozumiemy się. Wszystko na prawdę zaczyna się układać, są jeszcze takie rzeczy w moim życiu, które trudno jest mi przeskoczyć, pogodzić się z nimi, ale procuje nad tym i mam nadzieje, że za jakiś czas będę mogła powiedzieć, że jest mi ze mną dobrze. Chciałabym się zaakceptować, polubić taką jaką jestem i mam nadzieje, że w końcu mi się to uda. Mam prawie 21 lat, do tej pory miałam prawie ze wszystkim pod górkę, chciałabym, żeby teraz wszystko się odmieniło. Co prawda ja tego sama zrobić nie mogę, ale podobno wiara czyni cuda, więc wierze i mam nadzieje.