niedziela, 25 września 2011

Muzyka

Od dawna wiem, że muzyka jest w moim życiu czymś ważnym. To ona wyciągnęła mnie z totalnego dołka, pozwoliła w pewnym sensie odnaleźć się na nowo. Teraz kiedy słucham hiszpańskiej muzyki, czuję się piękna, choć wiem, że tak nie jest. Nie wiem dlaczego tak jest, muzyka to moje życie, kiedy słucham muzyki to jestem w innym świecie, w moim świecie. Nie umiem śpiewać (chyba), nie umiem grać na żadnym instrumencie, ale całe moje serce należy do muzyki. No dobra do muzyki i FC Barcelony. Słuchając muzyki nie czuję się samotna, nie czuje się wyrzutkiem, jestem po prostu sobą...

poniedziałek, 12 września 2011

Kaleka

Ja już pisałam to coś sobie zrobiłam z moją kostką i najgorsze jest to, że mi nie przeszło. Boli mnie strasznie i do tego ledwo co chodzę. Jak do końca tygodnie mi nie przejdzie to będzie koszmar, bo będę musiała iść do lekarza. Z moim pechem taka wizyta może skończyć się tym, że wsadzą mi nogę w gips (kolejny raz). Obawiam się tylko jednego, jak ja potem będę chodzić do szkoły, nie mogę sobie pozwolić na opuszczanie lekcji, szczególnie w klasie maturalnej. Boli bardzo i tak do końca nie wiem co się stało, ale na pewno jej nie skręciłam (chyba że o czymś nie wiem), jedynie co to mogłam ją przeciążyć. Mam nadzieje, że szybko się ta sprawa rozwiąże i to bez wizyty u lekarza.

A tak z innej beczki, dostaliśmy dzisiaj tematy prezentacji maturalnych z polskiego. Ponieważ moja klasa jest tak cudowna, że już sobie pozajmowali tematy więc musiałam się szybko zdecydować. Niestety tematy są tragiczne, naprawdę straszne. Udał mi się załapać chyba na temat w miarę. Jeśli by ktoś miał jakiś pomysł jaką bibliografię mogę wybrać to będę wdzięczna, coś tam mam, ale uwagi zawsze się przydadzą, zwłaszcza, że mam tylko temat. Mój temat to: "Wina i kara w literaturze różnych epok. Omów zagadnienie na wybranych przykładach." Cudowny wiem, ale lepszego nie było :)

niedziela, 11 września 2011

Cieszyn, Pszczyna

Sobota była fajnym dniem, naprawdę fajnym. Z bratem, jego narzeczoną i babciami pojechaliśmy najpierw do Cieszyna a potem jeszcze do Pszczyny. To drugie miasto nie było planowane, ale tak jakoś wyszło nam po drodze. W sumie to dzień przeleciał dość szybko. Pogoda nie była cudowna, bo było zachmurzenie, ale tak obiektywie patrząc to pogoda była idealna do zwiedzania, nie było za ciepło i za zimno.Co zapamiętam z Cieszyna to, że jak weszliśmy na basztę to o mały włos bym tam została :) Jak spojrzałam jak te schody są strome i ja mam po nich zejść to trochę mi się słabo zrobiło, a na domiar złego schody byłe drewniane. Udało mi się zejść, co prawda trochę to trwała i jak zeszłam to byłam podobno blada jak ściana, ale cóż. Patrząc na to dzisiaj powiem, że bardzo się opłacało. W Pszczynie byliśmy tylko w parku zamkowym. Tak dodając na koniec przed zdjęciami to po tej wycieczce to do tej pory nie potrafię normalnie chodzić a wszystko przez moją cholerną kostkę, którą już wielokrotnie skręciłam i przy dłuższym chodzeniu zaczyna bardzo boleć. Niby już mi się zdarzała cały dzień chodzić i mi tylko do następnego dnia bolała a teraz jakoś dziwnie, bo jeszcze dzisiaj mam problem a chodzeniem, mam nadzieje, że mi do jutra przejdzie, przecież muszę iść do szkoły.

Na koniec kilka zdjęć:














środa, 7 września 2011

Śląski salon maturzystów.

Wszystko ładnie pięknie, ale po tym spotkaniu na słowo "matura" to już mi się rzygać chce. Dopiero pierwszy tydzień szkoły a oni wszyscy, szczególnie o niczym innym nie nawijają. Mogę wszystko zrozumieć, ale są jakieś granice. Wiem, że w maju mam maturę, jestem tego świadoma, ale męczy mnie przypominanie mi tego na każdym kroku. Wiem co mam robić, w końcu od tego zależy moja przyszłość, ale bez przesady. Dzisiaj to była jakaś kompletna paranoja, siedzieliśmy od 8:30 do 13:00 i nic tylko matura, matura. Ostatnich wykładów już nie dało się słuchać. Wiem, że to dla naszego dobra, ale trzeba robić wszystko z głową, z umiarem a dzisiaj tego nie było, przynajmniej jak dla mnie. Kiedy wyszłam z UŚ-u to normalnie nie wiedziałam jak się nazywam, miałam wszystkiego dosyć. A na domiar złego mieliśmy te wykłady w auli, gdzie było cholernie duszno, a przestrzeń na jakiej siedzieliśmy i jaką mieliśmy to był jakiś koszmar, nawet nie szło za bardzo wygodnie usiąść.

poniedziałek, 5 września 2011

Nawet nie było tak źle...

Bo faktycznie nie było. Na angielskim nawet lajcik i na szczęście nikt nie mówił nic na temat tej nieszczęsnej studniówki. Ale jedno wam powiem ta szkoła wykończy mnie psychicznie. Przyszłam o 16 do domu, obejrzałam dwa odcinki "Słodkiego biznesu" i musiałam się położyć. Byłam tak wykończona, że nawet nie wiem kiedy usnęłam a potem bracik miał problem z obudzeniem mnie, ale to szczegół :) Nie wyobrażam sobie tego wszystkiego szczególnie mając cały tydzień praktycznie albo do 15:20 albo do 14:25. Do domu przez cholerne korki i przepełnione autobusy wracam od 30 do 45 minut nawet zdarza się godzinę tak że to chyba jest gorsze niż siedzenie w szkole. Ale to już ostatnia klasa, choć do końca to do mnie nie dociera :D

niedziela, 4 września 2011

Masakra.

Wiecie co? Mam dość wszystkiego. Nienawidzę tej cholernej klasy, tego otoczenia, w którym muszę funkcjonować. Nie mam najmniejszej ochoty jutro iść do szkoły, na samą myśl łzy napływają do moich oczu. W piątek zaczęły się tematy studniówki, a ja nie rozumiem dlaczego moja "wspaniała" klasa nie potrafi zrozumieć, że nie chcę iść na studniówkę. Boje się, że jutro znowu niektóre osoby będą mnie przekonywały żebym poszła na tą cholerną studniówkę, ale ja nie chce. Jeśli faktyczne zacznie się rozmowa na ten temat to nie wiem co zrobię, mam tylko nadzieje, że nie wybuchnę i nie palnę tego co nie chciałabym mówić a niestety jest to możliwe. Oni uważają, że wszystko jest ok, ale z mojej perspektywy tak nie jest i nie mam zamiaru tego tłumaczyć, bo i tak nie zrozumieją. W piątek usłyszałam: "Przecież możesz z nami pogadać." Tylko cholera o czym ja mam z nimi gadać? Mam inne zainteresowania, inne podejście do życia, ogólnie jestem inna, a oni myślą, że to jest tak prosto. Nie jest w szczególności kiedy traktują mnie tak jak traktują. Nie wiem jak wytrzymam te 8,5 miesiąca do matury, ale jakoś nie chce zmieniać w ostatniej klasie szkoły. Nie wiem muszę znaleźć w sobie siłę, żeby wytrzymać, nie mam innego wyjścia. Tylko jak to będzie...

czwartek, 1 września 2011

Pierwszy dzień.

Może nawet nie był taki zły, ale dobrego początku też nie zwiastował. Przez głupotę przeglądałam to co umieścili ludzie z mojej klasy dzisiaj na Facebooku i co i już było co zrobi pierwsza grupa jutro na rachunkowości beze mnie, bo przecież nikt inny się nie odzywa. Idealny przykład do czego jestem im potrzebna, ale chyba muszę się w końcu z tym pogodzić i znaleźć w sobie na tyle silnej woli i samozaparcia, żeby im przez te 8,5 miesiąca nie pomagać, choćby mieli mnie obgadywać. Byłam dzisiaj na Mszy poprosić o siłę, żebym wytrwała w tym co sobie postanowiłam i mam nadzieje, że chociaż tym razem dotrwam, nie poddam się i nie ulegnę. Co będzie dalej zobaczymy, miejmy nadzieje, że będzie dobrze.