Szczerze powiem, że przez te 3 dni świąteczne strasznie się rozleniwiła. Obecnie nic mi się nie chce robić, a niestety mam kilka rzeczy do roboty. Mam nadzieje, że szybko mi to przejdzie, bo inaczej nie będzie za ciekawie. Postanowień noworocznych jako takich w tym roku nie będzie, bo nigdy nie umiem ich dotrzymać :). Jedyne co to w przyszłym roku postaram się żyć pełnią życia i trochę bardziej o siebie zadbać. Co prawda już zaczęłam ćwiczyć, ale co z tego będzie to zobaczymy. Nic więcej na ten temat nie mówię, żeby nie zapeszyć. Mam nadzieje, że wyjazd do Hiszpanii dobrze mi zrobi, i że w końcu moje życie jakoś zacznie się układać w pożądanym kierunku.
Wam i sobie życzę aby ten nowy 2013 rok okazał się lepszym od obecnego. Do siego roku. :)
sobota, 29 grudnia 2012
wtorek, 25 grudnia 2012
piątek, 21 grudnia 2012
Czasami już nie daje rady.
W sumie to sama ze sobą nie daje rady. Czasami przyjdzie taki dzień, że człowiek już ma dość wszystkiego. Czasami chciałabym się urodzić kimś całkiem innym. Wiem, że jestem jaka jestem, ale wewnątrz czuję się ładna, piękna, a kiedy przyjdzie spojrzeć w lustro to już całkiem inna bajka... niestety. Staram się to wszystko zmienić, ale czuję tak choćby te dwie istoty we mnie nie umiały się dogadać. Gdzieś przed oczami mam ten cel, którym głównie jest Barcelona, Hiszpania, 22 lipca wyjazd, ale też gdzieś z tyłu głowy jest głos który mówi, że i tak co bym nie robiła to nic się nie zmieni, wciąż będę gruba i brzydka. Czasami jest mi tak bardzo ciężko ze sobą żyć. Chyba znowu, na nowo zacznę o siebie walczyć, choć wiem, że ta walka nie będzie prosta, zresztą jak zawsze, ale może chociaż tym razem, przyniesie jakieś efekty. Tak na prawdę to już chyba gorzej być nie może, spróbujemy... zobaczymy... Mam tylko nadzieje, że znajdę w sobie na nowo motywację do walki i jakoś to wszystko będzie ok.
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Świąteczne porządki.
Jako, że do świąt został już tylko tydzień trzeba się wziąć za sprzątanie. Trochę już zaczęłam a co najważniejsze zrobiłam miejsce na choinkę. Jedyny problem jaki się pojawił to "gdzie jest choinka". Sprawdziliśmy wszystkie możliwe miejsca i nic, okazało się że w zeszłym roku daliśmy choinkę za telewizor. Teraz nasza "ogromna' choinka stoi na moim biurku i prezentuje się tak:
A teraz idę dalej sprzątać :)
P.S. zdjęcia trochę nie wyraźne, bo kącik trochę ciemny i robione telefonem.
czwartek, 6 grudnia 2012
Prezent mikołajkowy.
Może nie do końca mikołajkowy, ale powiedzmy, że tak jest. Można powiedzieć, że w połowie moje marzenie o wyjeździe do Hiszpanii już się spełniło. Wczoraj zamówiłam wycieczkę i mam nadzieje, że teraz przynajmniej w tej kwestii będzie już tylko z górki. Jadę tylko z mamą (dzięki bogu bez ojca) i mam nadzieje, że w końcu od niego odpoczniemy. Co prawda ojciec jeszcze nie wie, że jedziemy tylko my dwie, ale w sumie to sam tak postawił sprawy, nic mu nie idzie powiedzieć, zawsze widzi tylko złe rzeczy. Nie ma co się z nim użerać. Tak na prawdę to już pomału mam go serdecznie dość, ale jakoś muszę wytrzymać. Nie ma co się nim jak na razie przejmować, zobaczymy co będzie dalej.
Pozdrawiam :)
Pozdrawiam :)
środa, 21 listopada 2012
Raz dobrze a raz źle.
W sumie to tak jak w życiu. Ostatnio długo nie pisałam, ale jakoś ostatnio to na nic nie miałam ochoty. Rozchorowałam się i przez tydzień praktycznie nie wychodziłam z domu a to tylko dlatego, że w weekend miałam zajęcia. Na zajęciach w sumie coraz lepiej, czasami bywa zabawnie. Wszystko się jakoś pomału toczy. Za niedługo mam w planach zarezerwować w końcu tą wycieczkę na wakacje, żeby moje marzenie stało się rzeczywistością (przynajmniej mam taką nadzieje). Jakiś czas w domu było dobrze, ale tylko jakiś czas. U mnie w domu chyba nie może być dobrze, ba jak jest za długo spokój to zawsze potem pojawia się jakaś kłótnia. Czasami to mam już tego serdecznie dość, tych ciągłych kłótni praktycznie o nic. Czasami to nawet mam dość własnego życia. W takich dniach, najlepszym lekarstwem jest muzyka. Tylko na pozwala mi żyć dalej. Nawet tak do końca to nie wiem jak mam to wszystko z siebie wyrzucić, na szczęście jest muzyka i ona dodaje mi sił....
piątek, 2 listopada 2012
Dzień Wszystkich Świętych.
Jest to specyficzny dzień w roku. Dzień w którym można przemyśleć wiele spraw, w którym szczególną uwagę zwracamy na naszych bliskich którzy nie są już z nami. W tym dniu szczególnie czuje obecność moich dziadków. Czasami jest ciężko wspominać osoby najbliższe. Przyznam się, że dziadkowie nie żyją już 13 lat, ale coś we mnie pozostaje. Drugi dziadek zmarł w szpitalu, a co najgorsze w tym wszystkim to, to że dzień wcześniej byłam u niego i czuł się dobrze. Od tamtej chwili mam taką traumę, że jak mam iść do szpitala to nie wytrzymam tam dłużej niż 5 minut. Od razu robi mi się słabo, niedobrze, kręci mi się w głowie. Ta cała historia zostaje w pamięci i w sercu. W taki dzień jak 1 listopada, czuje, że są przy mnie i czuwają na de mną cały czas.
Nie powiem, żeby droga na cmentarze w tym roku była łatwa i przyjemna. Życie już nas nauczyło, że na groby gdzie mamy dalej jedziemy dzień wcześniej. Teraz też tak było, pożyczyliśmy auto od brata i pojechałyśmy z mama i z babcią. Stanęłyśmy w takim korku, że byłyśmy w szoku, ale coś mi się wydaje że musiał być jakiś wypadek, bo jak wyjeżdżałyśmy z cmentarza to już się wszystko rozładowało. Poniżej są dwa zdjęcia tego cudownego koreczka, co prawda nie za dobra jakość bo to z telefonu:
Nie powiem, żeby droga na cmentarze w tym roku była łatwa i przyjemna. Życie już nas nauczyło, że na groby gdzie mamy dalej jedziemy dzień wcześniej. Teraz też tak było, pożyczyliśmy auto od brata i pojechałyśmy z mama i z babcią. Stanęłyśmy w takim korku, że byłyśmy w szoku, ale coś mi się wydaje że musiał być jakiś wypadek, bo jak wyjeżdżałyśmy z cmentarza to już się wszystko rozładowało. Poniżej są dwa zdjęcia tego cudownego koreczka, co prawda nie za dobra jakość bo to z telefonu:
poniedziałek, 22 października 2012
Drugi zjazd zaliczony.
Drugi weekend na uczelni już za mną. Powiem szczerze, że po sobocie gdzie miałam tylko 2 wykłady czułam się o wiele gorzej niż po niedzieli gdzie siedziałam prawie 12 godzin. Najgorsze jest to, że tak choćbym miała nawrót choroby lokomocyjnej (której tak na prawdę nigdy nie miałam). Nie wiem może jest to związane z przejściem z lata na jesień, bo w zeszłym roku tak mniej więcej w tym samym okresie miałam takie same problemy. No cóż tabletki na lokomocje i da się jakoś wytrzymać podróże środkami lokomocji :) Bałam się trochę wczorajszego angielskiego, ale okazało się, że może nie będzie tak źle. Wszystko tak na prawdę okaże się później, na razie miałam tylko 2 weekendy. Następny angielski w sobotę za dwa tygodnie. Fajnie będzie wyglądać w tedy niedziela, bo jadę tylko na ćwiczenia z psychologii :D Jak na razie to nic takiego ciekawego się nie dzieje. Obiecałam mamie, że wyhaftuje jej zegar do kuchni i musiałam bym się z to zabrać, bo chciałabym skończyć przed świętami. Mam nadzieje, że mi się ta sztuka uda.
poniedziałek, 15 października 2012
Złośliwość rzeczy martwych.
Po tytule można się domyślić, że coś się zepsuło. A jak by inaczej. Chciałam się już kłaść spać, bo w sumie późno było. Zabieram się do sprawdzania czy mam budzik w telefonie dobrze ustawiony a tam co się okazuje. Ekran w komórce nie działa, nic się nie chce przycisnąć. Resetuje telefon, ale i to nic nie daje. Pomyślałam siebie, zajebiście jeszcze mi tego brakowało. Wkurzyłam się, nie ma to jak się popsuje telefon, któremu gwarancja wygasła miesiąc wcześniej. No cóż, prawdziwa złośliwość rzeczy martwych. Już po północy a ja z tatą szukam jakiegoś zastępczego telefonu. Na szczęście mamy pochowane jakieś stare telefony, które nie się już używane ale chodzą. No i mam jakąś stara Nokie. Byłyśmy dzisiaj z mama w serwisie, bo w sumie nie mam żadnych kontaktów, wszystko na telefonie tym popsutym. 90 złoty i dwa dni, mam nadzieje że już będę miała ten telefon do zmiany. A co najlepsze, bo prawdopodobnie będę przechodzić na abonament żeby mieć internet tańszy i chciałam sobie zmienić telefon. Wczoraj uświadomiłam o tym tatę i się śmiał, że znowu chce nowy telefon. I masz tu musiałam się tego samego dnia zepsuć. Co prawa jeszcze jakiś czas będę miała ten stary, bo muszę dopiero uzbierać kasę na nowy, ale mam nadzieje, że już na święta będę mogła go sobie sprawić. :)
sobota, 13 października 2012
Nowy kolor włosów.
Jako, że już prawie nie było koloru na moich włosach ( w końcu 2 miesiące od wesela minęło) to postanowiłam odświeżyć moja fryzurkę. Co prawa długo nie umiałam się zdecydować na kolor, choć gdzieś tam ciągle mam ten swój ideał. W końcu wczoraj mama zafarbowała mi włosy i trochę się bałam co z tego wyjdzie. Pierwszy raz miałam ten kolor i mogłam spodziewać się wszystkiego. Jak się ostatecznie okazało nie jest źle, a nawet prawie idealnie. Sami będziecie mogli ocenić. Wyglądam trochę inaczej, ale do wszystkiego da się przyzwyczaić. Tata się śmieje, że mam czerwone włosy, coś z tym prawdy jest ale nie do końca. W końcu kolor na jaki się zdecydowałam to "Intensywna rubinowa czerwień". Po mimo strachu jestem zadowolona z nowego koloru.
Sami zobaczcie jak wyszło:
Sami zobaczcie jak wyszło:
czwartek, 11 października 2012
Leń.
Ostatnie czasy nie mam na nic ochoty, najchętniej to bym cały czas spała. Najprawdopodobniej jest to spowodowane tymi zmianami pogody. Najgorsze jest to, że do jutra muszę posprzątać w pokoju a bardzo, bardzo mi się nie chcę, jakoś nie mam do tego weny. Dzisiaj jeszcze może uda mi się coś posprzątać a jutro to już na pewno muszę skończyć, bo inaczej będzie źle. No dobra może nie aż tak tragicznie, ale w niedziele rodzice mają rocznicę ślubu i wypadało by mieć posprzątane, bo goście przyjdą. Dzisiaj byłam z bratowa po prezent, albo raczej jego część. W sumie to kupowałyśmy mamie, bo dla taty to Mateusz zamawiał i mamy nadzieje, że jutro dojdzie, inaczej nie chce wiedzieć jako to wszystko wyjdzie. Mamie kupiłyśmy masielnice i cukiernice w róże, bo jak jej obiecałam, że wyhaftuje jej zegar a ma być w róże, więc będą ładnie pasować. Mamy nadzieje, że mamie się spodoba. Ja na razie to muszę się zabrać za to sprzątanie. Wczoraj wzięłam kwiatki z parapetu i położyłam w pokoju i jakoś pełno mi się na parapecie zrobiło :)
Dobra idę jeszcze trochę posprzątać, bo jutro nie dam rady wszystkiego zrobić...
Dobra idę jeszcze trochę posprzątać, bo jutro nie dam rady wszystkiego zrobić...
niedziela, 7 października 2012
Przeżyłam.
Nie było tak źle. Co prawda to czego się najbardziej bałam, okazało się w najlepszym co miałam w ten weekend. Prawo i ochrona własności, trochę nudę i mnóstwo notatek, na prawdę dużo. Wczoraj dowiedzieliśmy się kiedy mamy pierwsze zaliczenia sesji (na pierwszych wykładach). Dzisiaj na TI to dopiero była masakra, coś strasznego. Jak tak dalej będzie, to to będzie pogrom. Wykładowca nie wydaje się sympatyczna a notatek prawie nie da się robić, bo nie dość że wszystko na slajdach to jeszcze tak szybko, że zdołamy tylko napisać nagłówek i następny slajd. Nie ma jednak co narzekać, bo to dopiero początek, zobaczymy co będzie po 10-tym zjeździe. Jak na razie jestem dobrej myśli i mam nadzieje, że tak już do końca zostanie :)
piątek, 5 października 2012
Jutro pierwszy dzień zajęć.
Trochę się boję, bo nie wiem jak to będzie. Jacy będą ludzie i w ogóle wszystko. Musze jeszcze jutro jakoś odebrać legitymacje (mam nadzieje, że przynajmniej będzie) i spróbować załatwić kartę do wjazdu na parking, bo może będę jeździć autem, ale to się jeszcze zobaczy. Na pewno w soboty nie będę jeździć, bo rodzice potrzebują auta, ale niedziele to sprawa otwarta, choć ja nie przepadam za jazda naszym autem. Nie powiem boje się, że gdzieś w drodze się rozwali a ja nie będę wiedziała co mam zrobić. Co prawda ostatnio w niedziele jechałam do Chorzowa do skansenu i z powrotem, ale to w towarzystwie rodziców. Zobaczymy co będzie jutro. Pierwsze zajęcia i to jeszcze jakieś takie dziwne, bo prawo i ochrona własności intelektualnej i psychologia. Najbardziej to mnie ta psychologia przeraża, na szczęście zajęcia są w miarę krótko bo od 8:00 do 14:15. Niestety do domu jakoś będę miała problem z dojazdem, bo autobus, który jedzie bezpośrednio do mnie na Ligote jedzie co godzinę 15 po, więc kicha i będę musiała jechać przez centrum. Jak na razie staram się o tym wszystkim tak nie myśleć, żeby się nie denerwować, a żeby nie myśleć to muszę mieć jakieś zajęcie.
środa, 26 września 2012
Dochodzimy do siebie.
Zaczęłam pomału dochodzić do siebie. Dla niektórych to może być dziwne, że tak zareagowałam na to, że nie otworzą studiów dziennych, ale trudno jest mi się samej uczyć i tak do końca nie wiem czy dam sobie radę. Kiedy w końcu jakoś się z tym wszystkim uporałam, z ta myślą, że no cóż tak musi być. Cieszyłam się, że przynajmniej będę mogła uczyć się dalej niemieckiego, ale niestety dzisiaj zadzwoniła do mnie pani z dziekanatu i poinformowała, że jest za mało osób, żeby otworzyć grupę niemieckiego i niestety muszę uczyć się angielskiego. Jedyna dobra wiadomość, że mogę zacząć go od samego początku. Niby uczyłam się już angielskiego i to nawet od podstawówki, ale tylko mnie do niego zrażano tak, że teraz go nienawidzę. Mam nadzieje, że jak zacznę od początku się go uczyć to już będzie dobrze. Dostałam już nawet na maila swój plan zajęć do lutego. W sumie nie jest tak źle, ale przedmioty, które mam trochę mnie przerażają: psychologia, socjologia, prawo i ochrona własności intelektualnej, język obcy, technologia informacyjna, metody ilościowe. Zobaczymy co z tego będzie, trochę się boje, no ale cóż. 6.10 mam pierwsze zajęcia i na początek dwa wykłady; prawo i ochrona własności intelektualnej i psychologia... Jak na razie jestem dobrej myśli choć chcąc dalej utrwalać wiedzę z niemieckiego i nauczyć się hiszpańskiego, wszystko muszę zrobić sama, ale dam rade, w końcu jestem zdolną dziewczyna. Jednak niestety większość rzeczy w życiu mi nie wychodzi, ale chyba czas się z tym pogodzić i zawalczyć o swoje...
piątek, 14 września 2012
Załamka
Wiecie co, czuję się fatalnie, jestem podłamana. Może niektórzy uznają, że jestem głupia, albo coś innego, ale... taka już jestem. Byłam wczoraj na tym spotkaniu na uczelni. Szłam z pozytywnymi myślami, a wyszłam a fatalnym stanie. Niestety nie otworzą studiów dziennych i dali nam ofertę na studia niestacjonarne. Niestety już teraz jest za późno, żeby szukać czegoś nowego, cena jest świetna, potem możliwość studiów magisterskich na UE super. Przeniosłam się, bo w sumie to nie miałam innego wyjścia. Nie wiem, czy poradzę sobie na studiach niestacjonarnych, jestem słuchowcem i nie umiem uczyć się z książek... Nie wiem co będzie dalej, mam mętlik w głowie, czuję się fatalnie...
sobota, 1 września 2012
Powrót do dzieciństwa.
Ponieważ moja mama musiała zabrać resztę rzeczy od babci, w sumie to z głupich powodów, na które szkoda słów to wraz z bratem wróciliśmy dzisiaj trochę do dzieciństwa. U babci mieliśmy pierwszy komputer, który ja pamiętam czyli Amigę. Kiedy ją zanosiliśmy to była na chodzie, kilka razy ją uruchamialiśmy, ale ostatnio jakoś nie było okazji i ładne kilka lat nic z nią nie było robione. Jako, że musieliśmy to zabrać do domu, a brat wpadł, żeby móc zrobić coś tam do pracy magisterskiej to postanowiliśmy sprawdzić czy Amiga jeszcze działa. Na początku coś tam nie chciało zadziałać, ale że brat elektronik już praktycznie po studiach wyższych :D to uruchomił nasz stary sprzęt. Zaczęliśmy przeglądać, które z gier (jeszcze na dyskietkach) działa i okazało się, że dość duża część przetrwała próbę czasu. Fajnie jest tak wrócić do czasów, kiedy było się takim maluchem, nie było żadnych zmartwień, wszystko było takie proste. Czasami chciałabym znów być taką mała dziewczynką, bawiącą się z bratem i resztą dzieciaków z placu w chowanego, w dom, lub po prostu ganiających po dworze. Kiedyś człowiek chciała być szybko dorosły a teraz chciałby być znów dzieckiem. Jedno jednak od tych czasów się nie zmieniło, wciąż nie umiem wygrać z bratem w wyścigówki. Nawet moje kolorowanki, jakie miałam przetrwały. Daliśmy mojej bratowej, żeby sobie trochę pokolorowała i mieliśmy faja atmosferę. Przy tym całym powrocie do dzieciństwa mieliśmy niezły ubaw, wszyscy, nawet układanie puzzli, starych, jakieś z UNICEF-u sprawiło ogromną przyjemność. Fajnie, że można takie chwile zachować w pamięci, przynajmniej jest co wspominać. Doszliśmy dzisiaj do wnioski, że gry, te nasze, stare były o wiele lepsze niż te co są teraz. Grafika nie była cudowna, ale miały w sobie jakąś magię, która jak się okazuje po latach nadal przyciąga.
Fajnie tak powspominać....
Fajnie tak powspominać....
piątek, 31 sierpnia 2012
Bardzo dobry dzień.
Dzisiejszy dzień dał mi dużo radości. Pierwsze co, to z rana jechałam do szkoły zobaczyć czy zdałam egzamin zawodowy. ZDAŁAM!! Teraz to jestem technik ekonomista :D W sumie to byłam trochę zdziwiona wynikami mojej klasy bo zdało nas tylko 8 osób, a wydawało się, że było proste. Ja z części praktycznej miałam 87% z czego jestem bardzo zadowolona. Część pisemna też nie poszła mi najgorzej, o 96% i 80% to jest dobrze. Druga dobra rzecz dzisiejszego dnia to taka, że zobaczyłam E-Maila z mojej przyszłej uczelni w sprawie spotkania dotyczącego studiów stacjonarnych. Ostatnie dni siedziałam jak na szpilkach i czekałam na jakąś wiadomość, a teraz jest już duża szansa, że otworzą studia dzienne, a na takich by mi zależało. Dla mnie chodzenie do szkoły od poniedziałku do piątku jest o wiele lepsze, bo jestem słuchowcem i nie potrafię uczyć się z książek, najwięcej rozumiem gdy ktoś to dobrze wytłumaczy. Jak na razie wybieram się na spotkanie 12 września, mam nadzieje, że tam wszystko już do końca się wyjaśni, na jakie studia będę chodzić. Trochę mi szkoda, że nie dostałam się na państwowa uczelnię, ale cóż. No dobra mogłabym iść na kierunek, który mnie kompletnie nie interesuje i iść tam tylko po tytuł, ale chyba nie o to chodzi (przynajmniej tak mi się wydaje). Rodzice też powiedzieli, że nie ma sensu iść na mus, na coś co mnie nie interesuje, a po za tym udało mi się znaleźć coś taniego. Zobaczymy ci z tego wszystkiego wyjdzie. Trzecią dobrą rzeczą, może trochę abstrakcyjna jest to, że "dogadałam" się z maszyna do szycia. Robię kilka zmian w pokoju, jak na razie w planie mam taką matę z kieszonkami na ścianę. I postanowiłam zrobić ją sama ze starych jeasnów (przynajmniej na coś się przydadzą), niestety jak do tej pory nie szyłam niczego na maszynie, więc początki nie byłe łatwe. Ale w końcu udało mi się ją opanować, co prawda musiałam znaleźć instrukcje obsługi w internecie, ale udało się.
Ostatnio długo nie pisałam, ale jakoś nie było czasu, a po za tym muszę dzielić się komputerem z mamą, więc zazwyczaj jestem w okolicach godziny 22:00. Jakoś przyzwyczajam się do tego, że jak mama idzie spać to nie mam do kogo buzi otworzyć bo brata już nie mam, do nowego ustawienia łóżka już się przyzwyczaiłam, bo kręgosłup już mnie nie boli, choć kołdra od czasu do czasu ląduje na ziemi w nocy. Wszystko zmierza w dobra stronę, zmieniam trochę wystrój mojego (już tylko mojego) pokoju na bordowo-granatowi. Za niedługo może się wam pochwalę jak wygląda w nowej wersji.
Dobra idę spać, jestem padnięta.
Ostatnio długo nie pisałam, ale jakoś nie było czasu, a po za tym muszę dzielić się komputerem z mamą, więc zazwyczaj jestem w okolicach godziny 22:00. Jakoś przyzwyczajam się do tego, że jak mama idzie spać to nie mam do kogo buzi otworzyć bo brata już nie mam, do nowego ustawienia łóżka już się przyzwyczaiłam, bo kręgosłup już mnie nie boli, choć kołdra od czasu do czasu ląduje na ziemi w nocy. Wszystko zmierza w dobra stronę, zmieniam trochę wystrój mojego (już tylko mojego) pokoju na bordowo-granatowi. Za niedługo może się wam pochwalę jak wygląda w nowej wersji.
Dobra idę spać, jestem padnięta.
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Wesele i po weselu
Wczorajszy dzień byl wyjątkowy, rano może trochę zabiegany, ale jednak miał magie. Z jednej strony mnie zaskoczył, a z drugiej, no cóż, wywrócił trochę moje życie do góry nogami. Nigdy nie przypuszczałabym, że mój tata zareaguje na ten ślub tak emocjonalnie, to już moja mama jakoś lepiej to przeszła. Przy błogosławieństwie normalnie się popłakał a razem z nim Mateusz i Sonia, a ja potem na szybko zrobiłam i kurs uspokajania się. Reakcja mojego brata też była trochę zaskakująca, on i tata chyba trzymali to w sobie a wczoraj po prostu wszystko wybuchło. Choć przyznam się, że też miałam chwilę gdzie do oczu napłynęło mi pełno łez, ale to już w kościele jak spojrzałam na tatę a on płakał. Musiałam się dość szybko opanować, bo jak by to wyglądało, płaczący przed ołtarzem świadek. Ceremonia była ładna, wpadek nie było a to najważniejsze. Wesele było świetne. Nie jestem duszą towarzystwa a bawiłam się naprawdę dobrze, alkoholu (wina) też sobie nie żałowałam, choć ostatnie dwa kieliszki z kuzynem to już chyba była pomyłka, bo nie czułam się najlepiej na końcu. Po za DJ były dwie osoby, które nakręcały trochę zabawę, zwłaszcza gdy we krwi było już trochę promili.
Dla mnie to wesele miało jeszcze jedno znaczenie...
Dla mnie to wesele miało jeszcze jedno znaczenie...
sobota, 11 sierpnia 2012
Złośliwość rzeczy martwych
Został dokładnie tydzień do wesela a jak na złość popsuł się telewizor i jeszcze wczoraj jechaliśmy kupić nowy. Teraz to kurcze mam duży telewizor, zawsze przyzwyczajona do mniejszych a teraz mam 32 cale :D Niestety pokój wymagał kilku przeróbek bo na komodzie, na której zawsze stał telewizor, DVD, video i radio taki duży telewizor się nie mieścił. Tata to złota rączka i sobie poradził, zrobił dodatkową półkę i teraz można powiedzieć, że wszystko pasuje, choć radio musiałam przenieść na biurko, ale chyba wyszło z tym na lepsze. Teraz musimy wszystko zacząć dopinać na ostatnie guziki, bo będzie ciężko, ciocia przyjeżdża w piątek, w sobotę wesele a w środę jeszcze jest święto. Nie mamy wyjścia i musimy się ze wszystkim wyrobić. Mam tylko nadzieje, że już nic nie będzie miało ochoty się zepsuć.
Pozdrawiam :)
Pozdrawiam :)
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
11 dni.
Tyle zostało do wesela brata. 12 dnia o godzinie 14:00 wszystko się zmieni. Zaczynam odczuwać lekki dreszczyk emocji. Niby chciałam, żeby w końcu Mateusz się wyprowadził, ale z drugiej strony, czegoś w domu będzie brakować. Będę mogła urządzić sobie pokój na swój własny sposób, ale nie będę miała się z kim kłócić, nie będzie miał mnie kto wkurzać, pomagać przy sprzęcie komputerowym. Nie tylko ja czuję się z tym dziwnie, rodzice też. W tym roku, w sumie całe moje życie się zmieni, brat się żeni i wyprowadza, ja skończyłam technikum (jeszcze nie wiem jakie są wyniki egzaminu zawodowego) i zacznę studia w październiku, zostaje sama z rodzicami w domu, w końcu będę miała swój własny pokój :) Ciekawe co jeszcze wydarzy się do 31 grudnia, w sumie to może zdarzyć się wszystko. Jak życie potrafi się zmienić i to nawet w dość krótkim czasie. Zobaczymy jak to wszystko się dalej potoczy, nie ma co patrzeć dużo na przód, trzeba żyć z dnia na dzień. Tak szczerze to chyba zaczynam się tego uczyć, już nie przejmuję się tak wszystkim, ale nie wiadomo co będzie jak pójdę na studia. Mam nadzieje, że wszystko w końcu się ułoży, chyba należy mi się to.
Tak wracając do tego wesela, to przygotowania pełna parą. Ja chyba z całej rodziny jestem w najgorszej sytuacji, bo mam tylko buty, torebkę i biżuterię. No dobra, w czwartek mam ostatnią przymiarkę sukienki a w piątek lub sobotę będę mogła ją odebrać, w końcu. Już chciałabym zobaczyć ja gotową, nie mogę się doczekać. Remont definitywnie zakończony, więc zostaje nam tylko posprzątać, przygotować ozdoby na samochód, wino. Trochę tego wszystkiego jeszcze jest do zrobienia, mam nadzieje, że te 11 dni nam wystarczy, w sumie to nawet mnie. W piątek chcę już mieć wszystko gotowe, żeby mama mogła mi zrobić paznokcie.
Dobra już nie przynudzam, a po za tym za oknem się jakaś burza kroi, więc trzeba się spakować do spania.
Dobranoc :)
Tak wracając do tego wesela, to przygotowania pełna parą. Ja chyba z całej rodziny jestem w najgorszej sytuacji, bo mam tylko buty, torebkę i biżuterię. No dobra, w czwartek mam ostatnią przymiarkę sukienki a w piątek lub sobotę będę mogła ją odebrać, w końcu. Już chciałabym zobaczyć ja gotową, nie mogę się doczekać. Remont definitywnie zakończony, więc zostaje nam tylko posprzątać, przygotować ozdoby na samochód, wino. Trochę tego wszystkiego jeszcze jest do zrobienia, mam nadzieje, że te 11 dni nam wystarczy, w sumie to nawet mnie. W piątek chcę już mieć wszystko gotowe, żeby mama mogła mi zrobić paznokcie.
Dobra już nie przynudzam, a po za tym za oknem się jakaś burza kroi, więc trzeba się spakować do spania.
Dobranoc :)
piątek, 3 sierpnia 2012
Odpowiedź.
Na początku chciałabym odpowiedzieć na (dość agresywny) komentarz użytkownika newBloggger. Po pierwsze nie użyłam słowa fascynacja. Słownik wyrazów obcych tłumaczy fascynację jako: "zauroczenie kimś albo czymś, urzeczenie, silne oczarowanie", natomiast słownik języka polskiego jako: "niezwykle silne zainteresowanie czymś". Nie rozumie dlaczego tak mnie zaatakowałeś, ale w przyszłości nie mam zamiaru wchodzić w dialog na ten tema. Na tum blogu pisze SWOJE WŁASNE ZDANIE I OPINIĘ. Jeśli komuś się to nie podoba to trudno, nie musi czytać. A co do twoich pytań: nigdy nie byłam na żadnym meczu, ale jest to moje wielkie marzenie i wiem, że kiedyś je spełnię. Na chwile obecną nie stać mnie na taki wyjazd. Nie jestem zawsze na meczu, ale zawsze mecz oglądam, albo w telewizji, albo na internecie. A co do trzeciego pytania, nic nie zrobiłam, ale wiem co oni robią i jestem pod ogromnym wrażeniem.
Tak na koniec chciałabym dodać, że moja FASCYNACJA POLEGA NA ZAUROCZENIU, SILNYM ZAINTERESOWANIU. Jestem jaka jestem, bardzo lubię i interesuje się FC Barceloną, Katalonią i Hiszpanią. Swojego zdania nie zmienię, może się to komuś nie podobać i jest to jego problem.
Na dzisiaj kończę, bo jestem chora i weszłam tylko na chwilkę.
Pozdrawiam
Tak na koniec chciałabym dodać, że moja FASCYNACJA POLEGA NA ZAUROCZENIU, SILNYM ZAINTERESOWANIU. Jestem jaka jestem, bardzo lubię i interesuje się FC Barceloną, Katalonią i Hiszpanią. Swojego zdania nie zmienię, może się to komuś nie podobać i jest to jego problem.
Na dzisiaj kończę, bo jestem chora i weszłam tylko na chwilkę.
Pozdrawiam
sobota, 28 lipca 2012
Pokaz
Kiedyś obiecałam Wam, że przedstawię moją biblioteczkę dotyczącą FC Barcelona. Dziś następuje ten dzień, moje książki z wyhaftowanym przeze mnie herbem i zakładką. Przy czytaniu jestem ostatniej książki, a tak to już wszystkie przeczytałam dwie nawet dwa razy. I powiem, że przeczytanie tych książek wprowadziło mnie na drogę normalności w trochę zwariowanym ostatnim czasie.
Na koniec chciałabym się pochwalić jak wygląda mój prezent ślubny dla brata, a mianowicie obraz. Wczoraj odebrałam go z mamą z oprawy. Przyznam się, byłam trochę przerażona tym, że ma być w szerokiej ramie, ale w ostateczności według mnie wyszło rewelacyjnie. Oceńcie sami i pisze w komentarzach swoje opinie. A o to obraz:
poniedziałek, 23 lipca 2012
Zaproszenie.
Chciałabym serdecznie zaprosić moich czytelników do odwiedzenia mojego nowego bloga, poświęconego w pełni mojemu hobby, czyli rękodziełu. Jest to też powiązane z ankietą, którą przeprowadzam na tym blogu. Mam nadzieje, że się Wam spodoba, co prawda dopiero zaczyna powstawać, ale pojawiła się na nim już pierwsza notka, na której pokazuje moją "niespodziankę" dotyczącą mojej sagi barcelońskiej. Na prawdę serdecznie zapraszam na Handicraft Poland. A ja idę dalej pracować nad moim dziełem :)
niedziela, 22 lipca 2012
Już prawie koniec.
Remontu oczywiście. Zostało nam położenie wykładziny w przedpokoju, a tak to tylko dopracowanie szczegółów takich jak poukładanie rzeczy w łazience i dokończenie mycia błazerii w przedpokoju. Teraz byle jak najszybciej zrobić ta podłogę, bo wesele się zbliża, już nie cały miesiąc. Czym bliżej tym więcej napięć na tym punkcie, głównie chodzi mi o jedną babcię, ale szkoda słów na to, może kiedyś. Jak na razie to po za butami nie mam nic. We wtorek idę na pierwsza przymiarkę sukienki, przynajmniej jakieś postępy są :) Niestety nie mogę tego powiedzieć o biżuterii, bo jak na razie jest tylko w mojej głowie. Wiem jak ma wyglądać i wszystko tak mniej więcej, ale jeszcze nie mam nic kupione. Obrazek wyhaftowany, ale jeszcze nie oprawiony. W tym tygodniu jakoś z mama będziemy musiały jechać do centrum, żeby odnieść obrazek do oprawy i kupić części do biżuterii. Mam nadzieje, że się ze wszystkim wyrobię, w sumie to nie mam innego wyjścia. Jestem dobrej myśli i mam nadzieje, że będzie dobrze, ze wszystkim.
P.S. Jeśli są osoby, które czytają mój blog regularnie to zapraszam do zapisania się do grona obserwatorów, było by mi miło jakby ktoś tam się pojawił, ale oczywiście to Wasz wybór.
Pozdrawiam :)
Chciałabym polecić na dzisiaj piosenkę, która mogłabym słuchać godzinami i nie znudziłaby mi się :)
P.S. Jeśli są osoby, które czytają mój blog regularnie to zapraszam do zapisania się do grona obserwatorów, było by mi miło jakby ktoś tam się pojawił, ale oczywiście to Wasz wybór.
Pozdrawiam :)
Chciałabym polecić na dzisiaj piosenkę, która mogłabym słuchać godzinami i nie znudziłaby mi się :)
Anahi - Quiero
czwartek, 19 lipca 2012
Chorzowie witaj.
No to tak. Kolo godziny 15:00 zostały podane kierunki, które można sobie wybrać. Niestety dla mnie te kierunki nie były interesujące, a nie chcę studiować czegoś na mus. Doszliśmy z rodzicami do wniosku, że mam się zapisać do Chorzowa do Górnośląskiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości, więc się zapisałam i jutro jadę zawieźć papiery. Cóż, trzeba będzie płacić czesne, ale można to robić co miesiąc a kwota wydaje mi się do zniesienia. 260 zł na miesiąc powinno nam się udać zaoszczędzić i co najważniejsze czesne nie zmieni się przez 3 lata (przynajmniej tak wyczytałam z ich strony). Jutro się i tak wszystkiego dowiem dokładnie, najważniejsze, że może będę już miała spokojniejsze wakacje. Wszystko mam nadzieje, że w końcu się ułoży, wierze w to.
Moja chandra też trochę odpuściła, dołek zmalał, musiałam sobie to wszystko poukładać, przemyśleć. Mam nadzieje, że teraz będzie już coraz lepiej.
Pozdrowienia.
Moja chandra też trochę odpuściła, dołek zmalał, musiałam sobie to wszystko poukładać, przemyśleć. Mam nadzieje, że teraz będzie już coraz lepiej.
Pozdrowienia.
poniedziałek, 16 lipca 2012
Nie wiem co mam ze sobą zrobić.
Ta sytuacja ze studiami kompletnie mnie rozbiłam. Czuję się pusta w środku, nic mi się nie chcę, na nic nie mam ochoty, jakiś koszmar. Nie mam planu na dalsze życie, nie wiem co mam ze sobą zrobić, wszystko mi się zawaliło. Czekam jeszcze do tego czwartku, ale nie wiem co będzie... Boję się tego wszystkiego, nie wiem co się może zdarzyć. Obawiam się, że jak się nie dostane na uczelnie prywatną to całkiem się załamię, nie wiem co mam robić. Najchętniej to w ogóle przestałabym istnieć. Wiem, że gadam głupoty, ale ... Już nawet nie wiem co czuję, jedno wiem, z tym wszystkim jest mi fatalnie.
Jak ktoś miałby dla mnie jakieś rady to chętnie wysłucham. Pomóżcie mi jakoś, błagam....
sobota, 14 lipca 2012
Tylko lista rezerwowych.
Miałam ten post napisać już 11 lipca, ale nie byłam w stanie. Niestety nie zostałam przyjęta na studia, lecz wpisana na listę rezerwową. Jednak szanse na dostanie się na studia dzienne są minimalne. Powiesz szczerze, moje życie posypało się i tak do końca to nie wiem co mam ze sobą zrobić. W ciągu jednej chwili wszystkie marzenia legły w gruzach. Jak na razie muszę czekać do 19 lipca, żeby się okazało czy dostane się z listy rezerwowej. Wczoraj dokopałam się do progu punktowego na Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze i zabrakło mi 5,6 punktów rekrutacyjnych żeby się dostać. Nadzieje jest, bo podobno ona umiera ostatnia. Jak z tego nic nie wyjdzie to pozostają mi jedynie studia zaoczne i szukanie pracy, bo nie chcę wszystkiego zwalać na rodziców a po za tym jest u nas krucho z kasą. Niestety jak pójdę na zaoczne to chyba mogę zapomnieć o Hiszpanii co na prawdę cholernie boli, bo to było największe marzenie. Cóż będę musiała się z tym pogodzić, nic innego na razie nie zrobię, studia są jednak ważniejsze. Jak na razie czekam do 19 lipca i się modle...
Też się za mnie pomódlcie i trzymajcie kciuki żeby się udało dostać jednak na te dzienne.
Pozdrawiam :]
Też się za mnie pomódlcie i trzymajcie kciuki żeby się udało dostać jednak na te dzienne.
Pozdrawiam :]
wtorek, 10 lipca 2012
Jutro wyniki.
Trochę się boję, dobra trochę to mało powiedziane. Jak się nie dostanę (na razie nie przyjmuje takiej wersji) to nie wiem co ze sobą zrobię. Jak na razie muszę czekać do jutra, mam nadzieje, że wyniki będą rano, równie dobrze mogą być popołudniu. Najchętniej to już teraz bym chciała wiedzieć i mieć już spokój. Jak na razie to noce nerwowe, a jak w ciągu dnia mam zajęcie to jest dobrze a jak nie to bywa gorzej. Na szczęście jutro wszystko się wyjaśni, oby na moja korzyć. Obiecałam wam już wcześniej, że pokażę moją Barcową biblioteczkę. Musicie jeszcze kilka dni poczekać, bo coś co jeszcze jest mi potrzebne już się robi. Jak na razie idę dalej szukać jakiegoś zajęcia, żeby nie myśleć o rekrutacji :)
niedziela, 8 lipca 2012
Naszym sportem narodowym powinna być...
... siatkówka, oczywiście. Dzisiaj pokazali prawdziwą klasę i dają nadzieje na sukces na Igrzyskach Olimpijskich. Wygrali Ligę Światową, pierwszy raz i to w jaki sposób 3:0 z USA. Jestem z nich dumna, tak na prawdę to oni zasługują na nasz podziw. Wszyscy zawsze podniecają się polską piłka nożną, ale dla mnie w tym kraju ważniejsza jest siatkówka. Mam nadzieje, że na Igrzyskach im się poszczęści. Kiedy patrzę jak grają i reprezentują nasz kraj to czuję się polką. A na koniec:
czwartek, 5 lipca 2012
Trochę spokojnej...
... bo już moja opłata rekrutacyjna pojawiła się. Teraz nie zostało mi nic innego jak czekać do 11 lipca na wyniki. Mam nadzieje, że wszystko pójdzie dobrze. Teraz jestem spokojniejsza a to najważniejsze, co będzie to będzie.
środa, 4 lipca 2012
Zaczynam panikować.
Zrobiłam tą rekrutacje i przelew opłaty, ale niestety nie zaksięgowali jej na UE i zaczynam się martwić, bo minął prawie tydzień on piątku 29.06. Mam nadzieje, że dzisiaj, najpóźniej jutro się to wyjaśni, bo chyba inaczej zwariuje. Już dzisiaj miałam kłopoty ze spaniem. Już nie wiem co mam ze sobą zrobić, byłam w banku, powiedzieli, że powinno być bo u mnie zeszło a oni mają ten sam bank. Na UE jak dzwoniła powiedziała, że mam się nie martwić i jak do 16:00 nie będzie wiadomości, że zaksięgowano to mam wysłać e-mailem potwierdzenie i nie pozostaje mi nic innego jak czekać. Ale jak mam czekać jak w środku cała chodzę ze zdenerwowania. Mam nadzieje, że się wszystko wyjaśni, musi...
niedziela, 1 lipca 2012
HISZPANIA MISTRZEM!!!
VIVA ESPAÑA !!! Oni są cudowni, obronili mistrzostwo Europy, zdobyli potrójną koronę. Mecz bym niesamowity, pokazali pazura... Nawet nie wiem co mam pisać, czuje się taka szczęśliwa wewnątrz, nie umiem w to uwierzyć. Szkoda mi Włochów, bo pokazali dzisiaj ładny futbol, walczyli do końca, nawet jak grali w 10. Pokazali, że są waleczni, że zależało im na tym zwycięstwie, szczególnie ich łzy w oczach po tym jak Hiszpanie otrzymali puchar. Podziwiam ich... ale całym sercem jestem z Hiszpania, z tymi "chłopakami", którzy pokazują piękno futbolu, grają z pasją i taką iskra... Już sama nie wiem co piszę.
A oto nasi piękni mistrzowie:
czwartek, 28 czerwca 2012
Włochy - Hiszpania --> finał EURO 2012
Powiem szczerze jestem trochę zaskoczona takim finałem, myślałam że z drugiego półfinału przejdą Niemcy, ale stało się jak się stało. Niemcy przegrali i stało się faktem, że Włochy zagrają w finale z Hiszpanią. Mam tylko nadzieje, że Hiszpanie w finale wygrają i zdobędą potrójną koronę. Co prawda pierwszy ich mecz w tym EURO skończył się remisem, ale jestem dobrej myśli i wierzę w "moich" chłopaków. Tak jak napisałam wczoraj na swoim Facebook'u "całym sercem za Hiszpanią" i tego się będę trzymać, na dobre i na złe, tak jak całym sercem z Barcą. Może jest to moje małe wariactwo, ale gdzieś tam czuję się związana z Hiszpania, Barceloną. Taka jestem i to się chyba nie zmieni. Mam nadzieje, że w niedzielę będę mogła świętować.
Tak z innej beczki, jutro dzień sądu. Wyniki matur do odbioru. Trochę się boję, bo nie jestem pewna polskiego, chcę tylko te 30% nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne. Jutro też będę mogła w końcu zalogować się do systemu rekrutacji UE, a potem tylko czekać do około 10 lipca na wyniki i zobaczyć co będzie dalej.
Jak na razie mówię dobranoc :)
VIVA ESPAÑA !!!
poniedziałek, 25 czerwca 2012
No to czekamy na półfinały.
Wczoraj był ostatni mecz ćwierćfinałowy EURO. Nie powiem, ale wczoraj przy karnych o mało nie dostałam zawału. Sercem cały czas przy Hiszpanii, ale w innym meczach też kibicowałam, wczoraj Włochom. Na szczęście po rzutach karnych udało im się pokonać Anglików. No to teraz czekam na półfinał i mam nadzieje, że w finale spotkają się Hiszpanie z Niemcami. Tylko co ja będę oglądać jak się EURO skończy. Lubię oglądać mecze piłki nożnej, na szczęście potem w Londynie grają siatkarze i czymś będę zajęta.
P.S. Jeszcze raz proszę o udział w ankiecie :)
P.S. Jeszcze raz proszę o udział w ankiecie :)
niedziela, 24 czerwca 2012
Uruchomienie ankiety.
Dzisiaj uruchomiłam ankietę i byłaby bardzo wdzięczna za wzięcie w niej udziału. Wiem, że może strona Moje robótkowe dzieła do końca nie przestawia to co mam na myśli pod słowami "rzeczy ręcznie robione". W najbliższym czasie postaram się pokazać o co jeszcze mi chodzi, żeby był lepszy przegląd. sprawy. Chciałabym także, żeby jak najwięcej osób wzięło udział ww tej ankiecie, jest to dla mnie ważne, bo może w przyszłości chciałabym otworzyć sklep właśnie z takimi rzeczami, ale na to wszystko jest jeszcze czas. Jak na razie chcę mieć jakiś przegląd w tej sprawie, dlatego bardzo proszę o udział w ankiecie. Obiecuje, że jeszcze w tym tygodniu pokażą się inne rzeczy ręcznie robione po za obrazami, a w domu są takie rzeczy, uwierzcie mi. Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz proszę o udział w ankiecie :) Z góry bardzo dziękuje.
wtorek, 19 czerwca 2012
Egzamin zawodowy
Dwudniowa batalia z egzaminem zakończona, coś mi się wydaje że pomyślnie. Z części teoretycznej jak sobie sprawdziłam wyniki to wychodzi mi 96% i 80% więc zdane mam. Dzisiaj była praktyka, i że tak powiem trochę mnie rozbawiła. Wiem, że dla niektórych mogło to być trudne, ale jak potem tak sobie gadaliśmy to było to "idioto odporne". Przepraszam za słownictwo, ale niektóre rzeczy faktycznie były podane jak dla dzieci z przedszkola a nie dla kogoś kto przez 4 lata uczył się zawodu. Jestem dobrej myśli i mam nadzieje, że zdam, zrobiłam wszystko tak jak mi sie wydawało, że będzie dobrze. Teraz jedyne czym się martwię, to rekrutacja na studia. Bardzo chciałabym pójść, ale jakoś nie czuje się pewnie. Zależało by mi bardzo na rachunkowości, ale jak się nie dostanę to nic na to nie poradzę, będę musiała się z tym pogodzić. Jak na razie marzę o rachunkowości i niech tak pozostanie :) A teraz wracam do oglądania meczów...
czwartek, 14 czerwca 2012
Viva España !!
To było coś cudownego. Hiszpania w drugiej kolejce fazy grupowej na EURO pokonali Irlandię 4 do 0. Mecz był piękny, wyrównany choć Hiszpania wygrała wysoko. Jedno jednak przyznaje Irlandia grała do końca, kibice po prostu fantastyczni, tak być ze swoimi piłkarzami to coś wspaniałego. Przegrali, ale przegrali z klasą, pokazali swoja wolę walki i serce do gry. Podziwiam Irlandczyków, walczyli do końca, nawet przegrywając 4:0 nie oddali meczu. Na prawdę wielki szacunek.
środa, 13 czerwca 2012
Mały remont.
No dobra może nie taki mały. Praktycznie cała kuchnia, malowanie ścian, szafek, i ozdobne kafelki pod szafkami. Malowanie łazienki i położenie wykładziny w przedpokoju. Miejmy nadzieje, że uda nam się to wszystko przed weselem, w sumie to mamy trochę czasu do sierpnia. Najgorsze jest to, że żeby nie było z tego powodu awantury to muszę być praktycznie cały czas przy ojcu, żeby mu pomóc, niestety taki już jest, że nie poprosi o pomoc. W sumie ja mam wakacje, więc mogę się trochę pomęczyć :) w końcu potem we troje zostajemy w tym mieszkaniu. Mojego barat i tak to nic nie obchodzi, ma wszystko w dupie, a jak mu się coś powie, to jest wściekły. Tak na prawdę to sama też chce ten remont, ale nie we wszystkim jestem wstanie pomóc tacie, nie jestem facetem i mam pewne ograniczenia :) Mam nadzieje, że wszystko się jakoś ułoży.
niedziela, 10 czerwca 2012
Pierwszy mecz Hiszpanii.
A ja o mało nie dostała zawału. Mama prawie przez drugą połowę cały czas mi mówiła: "Uspokój się". Jak ja się miałam uspokoić, skoro najpierw przegrywali, a potem nie umieli wyjść na prowadzenie. Choć 1 punkt to i tak lepiej niż 0, ale spokojniejsza bym była gdyby wygrali z Włochami, cóż stało się inaczej. Mam nadzieje, że kolejne mecze z Chorwacją i Irlandią pójdą już dużo lepiej i wygrają :) Co prawda mam powiedziała, że już więcej meczów Hiszpanii nie będę mogła oglądać, bo za bardzo się denerwuję, ale i tak będę oglądać, nie ma bata. Jak na razie to wszystkie mecze oglądam, może nie całe, ale te końcówki tak, a to najważniejsze :)
Tak na prawdę to zamiast oglądać mecze to powinnam się uczyć do egzaminu zawodowego, ale to tam, gdzieś daleko w mojej głowie, wiem że sobie poradzę, przynajmniej mam taką nadzieje. Zobaczymy jak to będzie, wierze w swoje możliwości, w końcu przez 4 lata nauki w technikum przygotowywałam się do tego egzaminu.
Pozdrawiam i mówię dobranoc :)
Tak na prawdę to zamiast oglądać mecze to powinnam się uczyć do egzaminu zawodowego, ale to tam, gdzieś daleko w mojej głowie, wiem że sobie poradzę, przynajmniej mam taką nadzieje. Zobaczymy jak to będzie, wierze w swoje możliwości, w końcu przez 4 lata nauki w technikum przygotowywałam się do tego egzaminu.
Pozdrawiam i mówię dobranoc :)
środa, 6 czerwca 2012
A miałyśmy się uczyć...
... ale niestety nam jakoś nie wyszło. No dobra zrobiłyśmy jeden program, a potem gadałyśmy o głupotach. Egzamin zawodowy 18 czerwca, a ja jeszcze nic nie powtórzyłam. Nie żebym była tak pewna siebie, ale jakoś nie mam czasu. Może dzisiaj przed snem uda mi się przeczytać choć jeden rozdział z książki do ekonomiki, ale nie jestem tego pewna. Miałam dzisiaj pouczyć się z dziewczynami, ale wyszło jak wyszło, mam nadzieje, że w przyszłym tygodniu pójdzie nam lepiej. Ja już może też będę miała coś powtórzone. Chyba na chwilę obecną bardziej boję się części teoretycznej niż praktycznej. Nie wiem czemu tak jest, może dlatego, że z praktyką i zadaniach na programie jakoś prościej mi szło, niż uczenie się regułek i wkuwania czegoś czego nie umiem wykorzystać w praktyce. Jakoś muszę się przekonać do tej teorii. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby mi się udało. A teraz mówię dobranoc i idę spać :)
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Wnerw.
Wiecie, co, czasami mam go już serdecznie dość. Najchętniej w takich momentach powiedziałabym mu, że ma się w końcu wynieść. Dzisiaj obwiniał mnie, że zaspał, bo ja go nie obudziła. Kurna, co ja jestem budzik. Wkurzył mnie tym, a po za tym ma wszystko w dupie. Przyszedł wielce z pracy i myśli, że wszyscy mu będą usługiwać. Nie wiem jak wytrzymam do tego sierpnia z nim. Mieliśmy zrobić tacie ze starego laptopa komputer stacjonarny, żeby pozbyć się tego pierwszego, żeby nie zajmował tyle miejsca, ale jago to nie obchodzi i chyba skończy się na tym że będę musiała robić to sama a jak coś będzie nie tak to zaś będzie wszystko na mnie, ale żeby pomóc to nie ma komu. Nic go nie obchodzi, kompletnie nic. Z pewnością nic by go nie obchodziło, gdyby w mieszkaniu na jego wesele był chlew, a co mu tam. W sumie to tylko ja i mama jakoś staramy się to wszystko ogarnąć i jeszcze chcemy zrobić remont ale tylko to co najważniejsze i chyba z tym też zostaniemy same. To jest wkurzające i to bardzo...
środa, 30 maja 2012
Wakacje są, ale do szkoły trzeba chodzić.
Tytuł brzmi trochę złowrogo, ale tak nie jest. W sumie to w szkole będę 2 razy a potem już tylko dwa dni ostatniego egzaminu na tym etapie edukacji. Po prostu w te dwa dni mamy zajęcie przygotowawcze do owego egzaminu zawodowego. Tylko dwa, bo odbywają się w czwartki a jeden nam wypadnie, bo jest Boże Ciało. Mam nadzieje, że mi te dwa dni wystarczą, w sumie to muszę to sobie wszystko przypomnieć, bo wiedzę ekonomiczną powinnam mieć. Od początku czerwca chcę sobie to wszystko pomału przypominać, na spokojnie 18 dni powinno mi wystarczyć. Teraz to najbardziej obawiam się tego czy dostanę się na studia. Wybrałam dwa kierunki, w końcu zdecydowałam się na ten drugi, bo pierwszy znam od dawna. A więc tak jaki pierwszy idzie: Finanse i Rachunkowość, natomiast drugi to Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze na wydziale Ekonomii i specjalności Biznes międzynarodowy. Ten drugi kierunek ze wszystkich dostępnych wydaje mi się najciekawszy, bo reszta jakoś mi nie przypadła do gustu. Mam nadzieje, że się dostanę, w sumie to ta matura nie poszła mi tak źle, ale pomału zaczynam się martwić, a gdzie tam okolice 12 lipca. Chyba już zaczyna pod tym względem panikować a rekrutacja się nawet jeszcze nie zaczęła. Jestem dobrej myśli i na tym zakończmy :)
A tu mamy kilka miejsc, gdzie najchętniej bym się znalazła:
Ale przede wszystkim to chciałabym się znaleźć w Barcelonie, mieście moich marzeń i pasji :)
A tu mamy kilka miejsc, gdzie najchętniej bym się znalazła:
Ale przede wszystkim to chciałabym się znaleźć w Barcelonie, mieście moich marzeń i pasji :)
sobota, 26 maja 2012
Wygrali.
Wczorajszy finał Copa del Rey. Bardzo się cieszę, choć był to ostatni mecz w tym sezonie Barcy i teraz nie będę miała co oglądać. No dobra zostało mi Euro, ale jak co to i tak będę oglądać tylko mecze Hiszpanii. Może nie jestem patriotką, ale nie mam ochoty patrzeć na naszych piłkarzy, poznałam piłkę nożna z trochę innej strony, tej pięknej, katalońskiej i nie wiem czy byłaby wstanie oglądać nasza piłkę nożną.
Ostatnio pisałam, że prawdopodobnie będę miała kolejną książkę z sagi barcelońskiej. I mam. Nie wiecie jak się ucieszyłam jak dostałam ją w swoje rączki, jak małe dziecko, uśmiech od ucha do ucha. Tak, wiem, pod tym względem jestem trochę stuknięta, ale to jest moja pasja, w pewnym sensie część mnie, kocham piłkę nożne i chyba zawsze będę kochać, tak już jestem. Postaram się w najbliższym czasie pokazać Wam moja biblioteczkę tych książek i małą niespodziankę, którą jeszcze muszę przygotować, ale nie powinno zająć mi to dużo czasu.
Na dzisiaj już Was żegna, idę oglądać fiestę na Camp Nou, choć wolałabym być tam osobiście...
Ostatnio pisałam, że prawdopodobnie będę miała kolejną książkę z sagi barcelońskiej. I mam. Nie wiecie jak się ucieszyłam jak dostałam ją w swoje rączki, jak małe dziecko, uśmiech od ucha do ucha. Tak, wiem, pod tym względem jestem trochę stuknięta, ale to jest moja pasja, w pewnym sensie część mnie, kocham piłkę nożne i chyba zawsze będę kochać, tak już jestem. Postaram się w najbliższym czasie pokazać Wam moja biblioteczkę tych książek i małą niespodziankę, którą jeszcze muszę przygotować, ale nie powinno zająć mi to dużo czasu.
Na dzisiaj już Was żegna, idę oglądać fiestę na Camp Nou, choć wolałabym być tam osobiście...
czwartek, 24 maja 2012
Ta pogoda mnie kiedyś zabije.
Lubię kiedy jest piękna pogoda, słoneczko świeci. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że pogoda się w ciągu dnia, nagle zmieniać. Rano wszystko ładnie pięknie, a popołudniu zaczynają się pojawiać ciemne chmurki i tak krążyć. Wtedy dla mnie jest najgorszy kres, bo strasznie boli mnie głowa. Nawet tabletki nie pomagają, a ja nie wiem co mam za sobą zrobić. Nic mi się nie chce robić, albo inaczej, nie jestem wstanie nic robić. Nie wiem czemu tak jest, ale jakoś da się z tym żyć tylko jest to uciążliwe.
Tak z innej beczki. Jutro może będę mieć kolejną książkę z sagi barcelońskiej. Już bym ja chciała mieć w rękach i móc przeczytać. Nie wiecie jak się cieszę z tego powodu, nie wiem co będzie jutro, zwłaszcza, że jest finał Copa del Rey i to nawet w TVP leci. Nie umiałam w to uwierzyć, w dwóch różnych programach telewizyjnych oglądałam, żeby uwierzyć.
Tak z innej beczki. Jutro może będę mieć kolejną książkę z sagi barcelońskiej. Już bym ja chciała mieć w rękach i móc przeczytać. Nie wiecie jak się cieszę z tego powodu, nie wiem co będzie jutro, zwłaszcza, że jest finał Copa del Rey i to nawet w TVP leci. Nie umiałam w to uwierzyć, w dwóch różnych programach telewizyjnych oglądałam, żeby uwierzyć.
niedziela, 20 maja 2012
Powrót do pracy.
Oczywiście mam na myśli do haftowania mojego obrazka z misiami. W sumie to już mi dużo nie zostało, chciałabym skończyć to w tym tygodniu, żeby móc zanieść do oprawy i powiesić na ścianie. Nawet nie dokończony wygląda urocze i chce go zobaczyć w całości. Najgorsze jest to, że mojej pracy, którą uwielbiam towarzyszy ból. Coś stało mi się w prawą rękę i jak skręcam nadgarstkiem to bardzo boli. Dzisiaj już jest lepiej, bo wczoraj nawet nie umiałam odkręcić butelki z wodą a dzisiaj już sobie daje radę. Mam nadzieje, że przejdzie mi to jak najszybciej, bo nie mam ochoty iść do lekarza, bo nie wiadomo co by mi z tą ręką zrobili. Myślę, że jeszcze tak z dwa dni i powinno być dobrze, jak nie to będę myśleć co dalej.
Jak na dzisiaj mówię wszystkim dobranoc :)
Jak na dzisiaj mówię wszystkim dobranoc :)
środa, 16 maja 2012
No to mamy wakacje.
Dzisiaj definitywnie zakończyłam matury pisząc niemiecki. Podsumowując te kilka dni, w które miałam egzaminy to jestem zadowolona. Tak do końca to tylko nie wiem co z polskim pisemnym, ale wieże że zdałam, bo z czytania zrobiłam wszystko (choć pewnie nie wszystko dobrze) a wypracowanie też napisałam, więc myślę, że zdobędę tyle punktów ile wystarczy na zdanie, bo nic innego mnie nie interesuje. Z matematyki myślę, że tak około 80% będzie. Ustne wypadły całkiem nieźle, z polskiego 75% a z niemieckiego 70%. Dzisiejszy niemiecki też nie wypadł źle, jak sobie liczyłam to między 70 a 80% powinnam mieć. Jestem zadowolona z tego wszystkiego. Teraz jedyną rzeczą jaką się obawiam, to to czy dostanę się na studia. Bardzo bym chciała i mam nadzieje, że moje maturalne wyniki pozwolą mi na to :)
poniedziałek, 7 maja 2012
Ustny za mną, jest 75 %
Wiecie co jestem cholernie szczęśliwa, że zdałam dzisiaj ten ustny polski. Nawet udało mi się osiągnąć 75% a już się tak bałam. Powiem tak powiedzenie mojej prezentacji poszło mi nadzwyczaj płynnie, nawet gdzie nie gdzie dodawałam jakieś słowa a w domu jak dzisiaj sobie powtarzałam to się zacinałam i myliłam. Niestety z pytaniami nie poszło mi już tak gładko i dlatego trochę się bałam, ale w ostateczności nie poszło mi tak źle. Temat "Wina i kara w literaturze różnych epoko." okazał się przyjazny :)
Jutro matematyka, mam nadzieje że nie będzie zbyt trudna, bo to jeden z dwóch egzaminów od których zależy moja przyszłość a drugi to niemiecki, ten na szczęście 16 maja. Za to ustny niemiecki w środę i jego też się trochę obawiam.
Trzymajcie za mnie kciuki. :)
Jutro matematyka, mam nadzieje że nie będzie zbyt trudna, bo to jeden z dwóch egzaminów od których zależy moja przyszłość a drugi to niemiecki, ten na szczęście 16 maja. Za to ustny niemiecki w środę i jego też się trochę obawiam.
Trzymajcie za mnie kciuki. :)
niedziela, 6 maja 2012
Grácies Pep!
Jak wiecie jestem fanka FC Barcy i to co działo się wczoraj na meczu i po meczu derbowym z Espanyolem doprowadziło mnie do łez. Kocham ten zespół, klub, tych ludzi za to co robią, co pokazują sobą. Odejście Pepa mnie tak jak chyba wszystkich cules bardzo zmartwiła. Kiedy oglądałam ten filmik :
to łzy same kręciły mi się w oczach. Ten gest, to pożegnanie to coś wspaniałego.Coraz bardziej utwierdzam się że Barcelona to coś więcej niż klub, to wspaniali piłkarze, kibice... Wiecie co choćby nie wiem co spełnię swoje marzenie i pojadę do Barcelony i wejdę na Camp Nou. Nie w tym roku, ale w następnym na pewno, choćby się waliło.
to łzy same kręciły mi się w oczach. Ten gest, to pożegnanie to coś wspaniałego.Coraz bardziej utwierdzam się że Barcelona to coś więcej niż klub, to wspaniali piłkarze, kibice... Wiecie co choćby nie wiem co spełnię swoje marzenie i pojadę do Barcelony i wejdę na Camp Nou. Nie w tym roku, ale w następnym na pewno, choćby się waliło.
wtorek, 1 maja 2012
Nauka przed maturą
Dawno nie pisałam, ale zakończenie roku szkolnego, przygotowania do matury, jakoś tak nie wyszło do pisania. W piątek pierwsza maturka, polski, no cóż to wystarczy zdać w moim przypadku. A jak sie przygotowuje do matury. Właśnie tak
Siedzę sobie na ogródku i uczę się polskiego, tzn. przypominam sobie lektury. Śliczna pogoda więc nie ma sensu siedzieć w domu skoro można też się pouczyć na dworze. Majówka w ogródku i z książkami, w sumie może być. Trzymajcie za mnie kciuki zwłaszcza na matematyce (08.05) i na pisemnym niemieckim (16.05). Od tych dwóch egzaminów zależy czy potem przyjmą mnie na Uniwersytet Ekonomiczny.
Pozdrawiam z majówki :)
Siedzę sobie na ogródku i uczę się polskiego, tzn. przypominam sobie lektury. Śliczna pogoda więc nie ma sensu siedzieć w domu skoro można też się pouczyć na dworze. Majówka w ogródku i z książkami, w sumie może być. Trzymajcie za mnie kciuki zwłaszcza na matematyce (08.05) i na pisemnym niemieckim (16.05). Od tych dwóch egzaminów zależy czy potem przyjmą mnie na Uniwersytet Ekonomiczny.
Pozdrawiam z majówki :)
środa, 11 kwietnia 2012
Prawie zawał.
Strasznie sie zdenerwowałam jak zadzwoniłam do mamy i powiedziała mi że stało się coś z komputerem. Nie żebym była materialistką, ale laptop est nowy, kupiony na początku miesiąca a to nagle wiadomość, że coś sie stało. Na szczęście nic takiego się nie stało u mój brat jakoś sobie z tym poradził i mam swój komputer na nowo.
A tak trochę z innej beczki. Pierwszy dzień szkoły po świętach, no niby nic takiego tylko kartkówka z angielskiego, ale jutrzejsze wypracowanie z polskiego to by se można darować. Wiecie co jest w tym najgorsze, że jest z "Lalki", nie lubię tej lektury, a po za tym jak można w ogóle lubić lektury, no ale cóż. Mam nadzieje, że jakoś w miarę mi to pójdzie, bo tak mnie głowa boli, że nie wiem czy dam se rady z przygotowaniem :)
wtorek, 10 kwietnia 2012
Powrót do rzeczywistości :)
No tak, święta się skończyły, jeszcze dzisiaj wolne (przynajmniej dla mnie) a od jutra znowu szara rzeczywistość. No dobra może nie tak szara, ale niestety pod znakiem matury, która tuż tuż. Staram się o tym nie myśleć, ale czym bliżej tym gorzej, bo to siedzi w głowie. Wierzę, że mi się uda i tego się trzymajmy :)
Dzisiaj się trochę zdziwiłam, bo szłam do Urzędu Miasta w celu złożenia wniosku o wydanie dowodu osobistego. Nie żebym go nie miała, ale miałam tymczasowy (wyrabiany na wyjazd do Bułgarii) i niestety jego ważność wpływa z dnie 1.06. Co mnie zdziwiło, że nie trzeba płacić, a z mamą zastanawiałyśmy się czy mi pieniędzy starczy :) a tu takie zaskoczenie. Wniosek złożony, za miesiąc do odbioru. Dzisiaj jeszcze trochę odpoczynku a od jutro szkoła i zaczynam się poważnie przygotowywać do matury (chyba, mam takie plany, zobaczymy co z tego będzie). Postaram się co jakiś czas coś napisać, ale wiecie, przed maturalna gorączka :D
Dzisiaj się trochę zdziwiłam, bo szłam do Urzędu Miasta w celu złożenia wniosku o wydanie dowodu osobistego. Nie żebym go nie miała, ale miałam tymczasowy (wyrabiany na wyjazd do Bułgarii) i niestety jego ważność wpływa z dnie 1.06. Co mnie zdziwiło, że nie trzeba płacić, a z mamą zastanawiałyśmy się czy mi pieniędzy starczy :) a tu takie zaskoczenie. Wniosek złożony, za miesiąc do odbioru. Dzisiaj jeszcze trochę odpoczynku a od jutro szkoła i zaczynam się poważnie przygotowywać do matury (chyba, mam takie plany, zobaczymy co z tego będzie). Postaram się co jakiś czas coś napisać, ale wiecie, przed maturalna gorączka :D
sobota, 7 kwietnia 2012
Życzenia Wielkanocne
Spokojnych i radosnych świąt Wielkiej Nocy. Smacznego jajka, mokrego dyngusa i wszystkiego czego tylko sobie zapragniecie.
Najserdeczniejsze życzenia dla wszystkich moich czytelników.
czwartek, 5 kwietnia 2012
Święta, święta...
Tak szczerze, to zastanawiam się po co w ogóle są te święta. Jak dla mnie to i tak już jest tylko przerwa w szkole, nie ma już takiej magii. Może tak jak moja mama mówi, człowiek ma coraz więcej na głowie, czas coraz szybciej pędzi, nie ma się za dużo czasu dla siebie i po prostu święta już nie cieszą a może po prostu jestem już za stara :D W sumie to jeszcze tylko kilka dni i urodziny, 20-ste urodziny, takie fajne okrągłe. Za miesiąc matura a potem mam nadzieje, że trochę odpocznę, wyśpię się w końcu (choć z tym będzie trudno przy moich planach). Mam tylko nadzieje, że wszystko dalej potoczy się po mojej myśli, że uda mi się dojść do tego co zaplanowałam. Czas wszystko zweryfikuje.
Jak na razie staram się sprzątać, ale tylko staram się, bo nie mam na to najmniejszej ochoty. Te ciągłe zmiany pogody są straszne, wczoraj była pięknie, słonecznie a dzisiaj już podało. I jak tu człowiek ma się dobrze czuć, w szczególności jak przez 3 dni nie szło się do szkoły z powodu albo zatrucia albo grypy jelitowej. W tej chwili jednak bardziej mi pasuje zatrucie.
Powiem Wam jeszcze tak trochę z innej beczki, że moje misiaczki, które haftuje idą mi nawet w miarę dobrze. Chce je skończyć przed zakończeniem roku szkolnego, bo w klasie jest kilka osób które chciałyby zobaczyć gotowy obrazek na żywo. Wydaj mi się, że będzie śliczny, mi już się podoba, pomimo że mam jakieś pół.
Dobra na dzisiaj kończę, idę dalej sprzątać, przynajmniej jeszcze trochę, żeby na jutro tyle nie było :)
Jak na razie staram się sprzątać, ale tylko staram się, bo nie mam na to najmniejszej ochoty. Te ciągłe zmiany pogody są straszne, wczoraj była pięknie, słonecznie a dzisiaj już podało. I jak tu człowiek ma się dobrze czuć, w szczególności jak przez 3 dni nie szło się do szkoły z powodu albo zatrucia albo grypy jelitowej. W tej chwili jednak bardziej mi pasuje zatrucie.
Powiem Wam jeszcze tak trochę z innej beczki, że moje misiaczki, które haftuje idą mi nawet w miarę dobrze. Chce je skończyć przed zakończeniem roku szkolnego, bo w klasie jest kilka osób które chciałyby zobaczyć gotowy obrazek na żywo. Wydaj mi się, że będzie śliczny, mi już się podoba, pomimo że mam jakieś pół.
Dobra na dzisiaj kończę, idę dalej sprzątać, przynajmniej jeszcze trochę, żeby na jutro tyle nie było :)
niedziela, 25 marca 2012
Wreszcie skończyłam.
Jak sam tytuł mówi coś skończyłam. Owszem, prezentację z polskiego na ustna maturę. Trochę czasu mi to zajęło z jednego prostego powodu: ostatnia lektura to był koszmar. Tak na prawdę to prawie całą prezentacje napisałam w Święta Bożego Narodzenia, ale została mi jedna lektura "Jądro ciemności". Kompletnie nie umiałam się za to zabrać, a że nasz polonista powiedział, że przed rekolekcjami (które zaczynają się w środę), mamy mu oddać plany ramowe wypowiedzi to musiała to w końcu skończyć... I skończyłam, w sumie to dzisiaj po 30 minut po północy. I nawet przeczytałam to całe, choć mało z tego wiem, ale wiecie, przemogłam się i skończyłam. Teraz muszę się skupić na matematyce i niemieckim, bo od tego zależy moja przyszłość i to czy dostanę się na studia. Jak sobie tak na sucho liczyłam, to żeby dostać się na Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach na kierunek Finanse i Rachunkowość (to wedle zeszłorocznego progu), muszę mieć minimum 85% z każdej matury. Mam nadzieje, że dadzą nam coś w miarę, bo w przeciwnym razie ciężko to wszystko widzę. Z matematyki jestem dobra, na niemieckie też nie narzekam, ale wiecie stras robi swoje. Cieszę się tylko z jednego, że 16 maja mam ostatni egzamin, niemiecki pisemny. Tak to wszystko mam na początku maja. Polski pisemny 4 maja, ustny 7, matematyka 8 maja, a ustny niemiecki 9 maja. Mam nadzieje, że wszystko pójdzie po mojej myśli a teraz wracam do nauki słówek z niemieckiego na jutro...
sobota, 17 marca 2012
Na nowo
Dawno mnie tutaj nie było, ale ostatnio nie mam za dużo czasu. Nie żebym zapomniała o blogu, ale trochę się ostatnio wydarzyło. Chyba w końcu chce co nieco zacząć od początku. Wiem jaka jestem i nic tego nie zmieni. Chyba zaczynam patrzeć na wszystko inaczej, tak na prawdę to nie wiem dlaczego tak jest. Stałam się radośniejsza, przynajmniej tak mi się wydaje, ale co z tego wszystkiego wyjdzie to dopiero zobaczymy. Zdaje sobie sprawę, że pewnych rzeczy nie da się zmienić, a inne będzie bardzo trudno zmienić, ale chyba warto i chyba jestem do tego gotowa. Coraz częściej się uśmiecham, a to jest chyba dobrym znakiem. Bardzo bym chciała, żeby w moim życiu coś się zmieniło i mam nadziej, że tak się stanie. Za 1,5 miesiąca matura, koniec technikum i na dobre mogę zacząć "nowe życie". Wiem, że najładniejsza nie jestem, że mam swoje wady (np. pare kilo za dużo i trudny charakter), ale taka jestem. Czas w końcu zaakceptować i polubić siebie i stać się Natalią, prawdziwą i zawsze autentyczna Natalią. Mam nadzieje, że moje postanowienie się spełni.
Może za niedługo pojawią się moje nowe zdjęcia o ile będę miała czas je zrobić :)
Może za niedługo pojawią się moje nowe zdjęcia o ile będę miała czas je zrobić :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)














