wtorek, 27 sierpnia 2013

Obrazki i nowy kwiatuszek

 Tak jak ostatnio obiecałam, jak tylko dostałam aparat od bracika zrobiłam zdjęcia dwóm obrazkom, które czekają na oprawę. Jak pierwszy raz zobaczyłam wzór, w gazecie, którą przyniosła mama to od razu wiedziałam, że chce je zrobić, no i zrobiłam. W sumie to już jakiś czas leżą w pudełku, ale jak na razie nie mam ich jak oprawić.


Drugi obrazek to stary obrazek, ale niedawno go skończyłam. Miał być prezentem na 18 dla mojej kuzynki, ale jakoś nie wyszło. Najgorsze w tym wszystkim byłe te pioruny a dokładniej to białe kreseczki. Te kilka lat temu jak go robiłam nie miałam takiej wprawy w wykończeniach, dlatego kiedy do tego doszłam, to szybko odstawiłam obrazem, bo było to dla mnie zbyt męczące i trudne. Teraz, kiedy miałam już za sobą kilka obrazków z takim wykończeniem to go skończyłam i też czeka na oprawę, chyba że znajdzie się na niego jakaś chętna osoba.


czwartek, 22 sierpnia 2013

Powrót do haftowania

Znowu dostałam "weny" do haftowania. Muszę jakoś znaleźć w sobie tą chęć, bo chyba nigdy nie skończę tego obrazu dla bratowej. W ciągu dwóch ostatnich dni jednak praca ruszyła się do przodu i to chyba nawet dość znacznie. Żeby haftować, to mam takie napady, bo czasami nawet nie mogę na to patrzeć, a jak już mam ochotę robić to mogłabym i nawet cały dzień robić :) W sumie to tego posta miałam napisać wczoraj, ale jakoś dobrze mi się robiło. Rano zanim zaczęłam cokolwiek robić z obrazem to zrobiłam zdjęcie, i na tamten moment obraz prezentował się tak:


czwartek, 15 sierpnia 2013

Wszystko mnie boli...

No, ale co ja chcę skoro zrzucałam z rodzicami 2,5 t węgla. Co prawda dzisiaj już jest drugi dzień jak mnie wszystko boli, ale i tak czuje przy każdym ruchu mięśnie a najbardziej to lewą stronę. Nie mogę narzekać, bo tatuś trochę pomógł. Jednak mimo wszystko w domu nie jest dobrze. Nie wiem jak to wszystko bedzie a cała sytuacja coraz bardziej mnie frustruje. Niestety ostatnio frustracja wybuchła i oberwało się osobie do której coś czuje. Weekend to nie był dla mnie najlepszy okres, mogę nawet powiedzieć, że był to najgorszy okres od przyjazdu z Hiszpanii. Na szczęście wyjaśniłam już/sobie wszystko z przyjacielem, zostało mi wybaczone i mam nadzieje, że już teraz bedzie dobrze. Chciałabym żeby ta sytuacja w domu już też się wyklarowała, choć moje relacje z ojcem są dość jasne, ja nie odzywam się do niego a on do mnie. Niestety wciąż ma jakieś chore pratensje, w sumie to o wszystko a najbardziej to o nasz wyjazd z którego wróciłyśmy dwa tygodnie temu. Sytuacja jest na prawdę chora, no bo ile można się o to rzucać skoro już i tak nic nie zmieni, a wrecz niszczy cała naszą rodzinę, bo już nawet bracik z nim coraz mniej rozmawia. Ostatnio przyszedł na chwilę z małżonką na ogródek, na chwilę bo byli jeszcze umówieni, przywitał się a ojciec się wcale nie odzywał, a potem miał pretensje, że brat z nim nawet nie porozmawiał  i co to za zachowanie, a sam też nawet do niego nie podszedł, nie zagadał, tylko dalej robił to co robił. Jego zachowanie zaczyna być śmieszne, innym wypomina a jak sam tak robi to wszystko jest dobrze. Cóż, trzeba jakoś wytrzymać, chyba że mama się wkurzy i wszystko się skończy, bo go wyrzuci. Zobaczymy co czas przyniesie.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Wróciłam. Katalonio już tęsknie.

Wróciłam już do domciu, choć mogłabym tam zostać. W Hiszpanii, a dokładnie w Katalonii jest pięknie, coś niesamowitego. Ostatnie dwa tygodnie były spełnieniem marzeń, a teraz jak mi się uda to postaram się tam wracać. Zakochałam się w tym miejscu. Widoki niesamowite, morze słone, plaża piaskowo-żwirowa. Woda w  morzu nieziemska, czysta, błękitna. Zdarzyły się dni, że morze było wzburzone, ale miało to w sobie jakiś urok...



Miasteczko Malgrat de Mar urokliwe. Jedna rzecz która mnie bardzo zaskoczyła to międzynarodowa Msza Św. Ogólnie nabożeństwo po katalońsku, ale były przygotowane wydrukowane czytania w różnych językach, także po polsku. W trakcie Mszy również były fragmenty w innych językach, czyli angielski, hiszpański, niemiecki, polski. Było to coś innego, byłam mile zaskoczona. Miasteczko śliczne, z tarasu widokowego na prawdę ładne widoki na miasto, na morze, na Santa Susanę. Kiedy tak się idzie tymi wąskimi zazwyczaj jednokierunkowymi uliczkami, można wiele zobaczyć. Inna roślinność, ciekawa, piękna. Domki nie za duże, ślicznie zdobione. Nazwy ulic na domach nie tak jak u nas metalowa tabliczka tylko coś jak mozaika z literak, wygląda to pięknie.