piątek, 30 grudnia 2011

Powrót

Dawno mnie tutaj nie było, ponad miesiąc. Nie wydarzyło się nic takiego ciekawego. Miałam gorsze i lepsze dni a święta przebiegły nawet dobrze. W sumie jak to święta dużo roboty przed a krótkie chwile radości i świętowania. Nie mogę narzekać, bo były to chyba jedne ze spokojniejszych świąt i niewątpliwie ostatnie w tym gronie. W przyszłym roku albo będę tylko ja z rodzicami, albo dojdzie nam żona brata. Jak na razie nie ma się tym co przejmować, co ma być to będzie. Czasami nawet zastanawiam się jak to będzie jak Mateusze już nie będzie, jak będę miała własny pokój. Jedno wiem zrobię w nim mały remont, ale wyjdzie to wszystkim na dobre, a co do dalszych planów to się zobaczy. Teraz w tej przerwie staram się pisać tą prezentację na ustną maturę i nawet jakoś mi to idzie choć raczej nie uda mi się jej skończyć w tym roku :) Sylwester... Hmm spędzę w domu, ale tak szczerze, to jakoś mi to nie przeszkadza. Wino jest, szampan jest, muzyka będzie, może brakuje tylko towarzystwa, ale nie razi mnie to. Jest jak jest i należy się z tym pogodzić, ja się już dawno pogodziłam, mam swój świat i jest mi z tym dobrze :)

Wiecie czego mi brakuje w tegorocznej zimie, zimy a dokładniej to śniegu. Jak jest śnieg to na dworze jest jakoś przyjemniej, jaśniej, nie tak szaro. Dla przywrócenia trochę tej zimowej aury zdjęcia z zeszłego roku:









Czyż zima nie jest piękna...

czwartek, 24 listopada 2011

Koszmar zakończony.

No dobra może i nie było aż tak źle, ale nie mogę powiedzieć, że ta próbna matura była łatwa. Mam tylko nadzieje, że tak jak się mówi, że próbna matura z wydawnictwa Operon jest trudniejsza niż ta w maju. Dzisiejszy niemiecki nie był prosty, już pomijam fakt, że do listu brakowało mi słownictwa, bo takiego jeszcze nie przerabiałam, ale jakoś udało mi się napisać list. Mam tylko nadzieje, że zdam ten niemiecki już nie ważne na ile procent ważne, że powyżej 30. Matematyka...ehhh. Głównie geometria i trygonometria, czyli coś za czym nie przepadam, ale jak sobie sprawdziłam dzisiaj odpowiedzi to wyliczyłam sobie, że będę miałam koło 60% co z tego arkusza w 100% by mnie zadowalało. Na szczęście jutro już nic nie piszę i idę do szkoły na 11.00, więc przynajmniej raz się wyśpię :).

wtorek, 22 listopada 2011

1/3 już za mną...

oczywiście matury próbnej. Polski za mną. W sumie to ani to trudne nie było, ani łatwe, ale na pewno dziwne. Czytanie ze zrozumieniem o tematyce ludobójstwa, nie było najciekawsze a niektóre pytania do niego koszmarne, ale jakoś się przez to przebrnęło (nie było innego wyjścia). Co do wypracować to "Przedwiośnie" w stu procentach było lepsze od "Makbeta" w połączeniu z "Nie-Boską Komedią". Wybrałam "Przedwiośnie", bo przerabialiśmy to pod koniec zeszłego roku szkolnego i jeszcze coś tam kojarzyłam. Wiadomo, że rewelacji nie oczekuje, bo nie umiem pisać wypracować (choć dobrze mi się pisze opowiadanie), z pewnością dużą błędów będę miała i mało argumentów wyciągniętych z treści, ale analiza tekstów nie jest moja mocną stroną. Jestem bardziej ścisłym umysłem (pomimo, że kierunek studiów na jaki chcę iść to podobno humanistyczny), więc mam nadzieje, że jutro na matmie pójdzie mi dużo lepiej. Jeszcze tylko 2 dni (matma i niemiecki) i wracamy do normalnego trybu nauczania. Nawet ciesze się, że możemy pisać taką próbę, bo będę wiedziała no co muszę zwrócić szczególną uwagę i bardziej się przyłożyć. Na pewno z niemieckiego, muszę położyć nacisk na gramatykę, ale to z każdego języka jest moja pięta achillesowa.
Mam nadzieje, że wyniki będą dość szybko, i że choć w jakimś stopniu będą mnie satysfakcjonowały.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Od jutra próbne matury...


Aaaaa. Nie no, nie ma się czym przejmować w końcu to tylko próbna matura a do maja jeszcze trochę czasu. Jutro polski, w środę matma a w czwartek niemiecki. W piątek niby są dodatkowe przedmioty, ale dla mnie to już normalny dzień, bo żadnych dodatkowych nie zdaję. Mogłabym pisać matematykę rozszerzoną, ale z drugiej strony może lepiej jest się przyłożyć do podstawy i ją dobrze napisać niż męczyć się z rozszerzeniem, ale to tylko moje zdanie. Niby się tym wszystkim ni przejmuję, ale znając mnie to jutro będę się denerwować. Jedyne co mnie w tym wszystkim trochę denerwuje to to, że mamy mieć za to ocenę cząstkową, i że po maturze mamy normalnie 2 lekcje. Cóż zrobić, nie mam innego wyjścia.

Tak trochę z innej beczki, znalazłam ostatnio kilkanaście nowych piosenek po hiszpańsku. Tym razem Dulce Marii i wiecie, co jedna mi bardzo, bardzo wpadła w ucho. W sumie jest kilka bardzo fajnych piosenek, które bardzo mi się podobają. Coraz bardziej oddaję się hiszpańskojęzycznej muzyce, nie wiem, ale dodaje to mi takiego wewnętrznego spokoju.

Przed Wami Dulce Maria - Lo Intentare 

sobota, 12 listopada 2011

Bezsilność...

Czasami zastanawiam się nad moim życiem, nad tym jakie jest. Z mojej perspektywy moje życie jest beznadzieje. Mam tylko muzykę i mamę. Ojciec i brat mają nas w dupie, byleby wszystko było po ich myśli, i żeby nie musieli się za dużo napracować. Czasami mam już dość wszystkiego, łącznie ze swoim życiem. Nic z niego tak na prawdę nie mam, zawsze jest ktoś ważniejszy ode mnie. Nie wiem co mnie tak naszło, może dlatego, że dzisiaj cały pokój wysprzątałam praktycznie tylko z mamą, bo brat powiedział, że posprzątał i dla niego się robota skończyła.
Marzenia... niby takie przyziemne a jednak nieosiągalne. Co bym chciała? Być szczęśliwa, to przede wszystkim. Nie czuję się szczęśliwa i chyba nigdy nie będę. Co rozumiem pod słowem szczęście? Nie wiem, nie mam pojęcia, ale nie chcę czuć się tak jak teraz, bo teraz jest fatalnie. Po drugie chciałabym trochę schudnąć. To dopiero jest nie osiągalne. Niby wiele razy próbowałam, ale mam za słabą wolę i tak na prawdę to chyba już nie mam motywacji. Każda próba kończy się fiaskiem. To wszystko sprawia, że czuje się fatalnie, beznadziejnie, niepotrzebna. Co ja mam? Tylko wiedzę i wnętrze, ale kto by chciał poznać osobę z moim wyglądem. Jestem brzydka i gruba, taka jest prawda i chyba w końcu muszę się z tym pogodzić.
Takie jest moje życie, całe beznadziejne. Gdybym kiedyś się na coś odważyła to pewnie bym do was tego nie pisała. Nie wiem czy żałuję tego, nie wiem już nic, po za tym że czuję się ze swoim życiem fatalnie i nie wiem jak mogła bym to zmienić. Już nic mnie nie bawi, nic nie sprawia mi przyjemności. Jedyne co w jakimś stopniu mi pomaga to muzyka, pozwala mi chociaż na chwilkę zapomnieć mi o rzeczywistości...

niedziela, 6 listopada 2011

Jedyna w swoim rodzaju.

Kto? Moja mama. Co prawda sytuacja nie jest zabawna (no może trochę), ale cóż. Mama zawsze nabijała się, ze mnie, że jak skręcę kostkę to od razu gips, a ona co dzisiaj zrobiła. Skręciła kostkę i ma gips :) Sytuacja nie była zabawna, bo mało co bym nie dostała zawału na miejscu. Przez głupią kratkę przy schodach banku. Schodzimy sobie spokojnie i nagle patrze jak mama mi leci w dół i upada na ziemię. Przestraszyłam się i to bardzo, w pierwszym momencie nie widziałam co mam robić, na szczęście nie uderzyła głową. Jestem siną osobą, ale nie dałam rady jej podnieść. Chciałabym podziękować portierowi z akademików, który nam pomógł i dał zadzwonić. Cała sytuacja skończyła się niby niegroźnie, bo tylko na gipsie i na L-4. Moja mama jest jedyna w swoim rodzaju, bo stwierdziła, że 50 lat przeżyła bez gipsu a teraz co. Sama się śmieje z tego wszystkiego, ale tak na prawdę to nie wiem czy ona wytrzyma w domu, bo trudno jej się chodzi o kulach a wyleżeć cały czas nie potrafi.
Ja jutro mam wolne od szkoły, bo ktoś  musi robić z szofera, najpierw do lekarza rodzinnego a potem do pracy oddać zwolnienie. Mam nadzieje, że jakoś to wszystko będzie. Jedyny morał z tej historii jest taki, że zawsze trzeba mieć przy sobie komórkę. Ja w niedziele, jak idę do kościoła to jej nie biorę, ale chyba zacznę. Trochę się też martwię o moją jutrzejszą nieobecność w szkole, bo mam mieć sprawdzian z angielskiego, ale nawet jakbym bardzo chciała iść to i tak się nie wyrobię. Mama niby dzwoniła do mojej wychowawczyni, żeby pogadała z profesorem, w końcu to nie moje widzi mi się tylko wyjątkowa sytuacja i w takim przypadku kieruje się swoimi wartościami a rodzina dla mnie jest bardzo ważna...

piątek, 4 listopada 2011

Koniec tygodnia...

... oczywiście szkolnego :) Nie powiem, że był to najmilszy tydzień szkolny, no dobra 3 dni, ale dobrze, że już się skończył. Dlaczego nie był najmilszy? Powód jest prosty, już czasami nie wytrzymuje z moją "inteligentną" klasa, niektórzy zachowują się jak dzieci. Dzisiaj pisaliśmy sprawdzian z rachunkowości, nie powiem, że był wyjątkowo prosty, al bardzo trudny też nie był, coś tak pomiędzy. Ja, jak zwykle zresztą, dostałam 5 no i gdy na kolejnej lekcji omawialiśmy gdzie były najczęściej błędy (bo pani je zdążyła przejrzeć) to jedna laska z klasy coś tam powiedziała na mój temat i "najważniejsza" osoba w klasie zaczęła się śmiać. Nie wiem co powiedziała i chyba nie chce wiedzieć, ale czy to jest moja wina, że akurat matematyka i przedmioty zawodowe przychodzą mi z ogromną łatwością i nie muszę się do nich uczyć. Czasami wydaje mi się, że niektórzy mi tego zazdroszczą, ale czy to moja wina. Trudno niech sobie myślą co chcą, już mi to nie przeszkadza. Zostało mi tylko kilka miesięcy i pożegnam się z tą klasą (mam tylko nadzieje, że z niektórymi nie będę miała zajęć na studiach).
Plany na weekend - brak. Z nikim się nie spotkam, bo znajomych nie mam, oddam się mojej muzyce, temu co kocham. Powiem szczerze, że chciałabym znaleźć czas na naukę hiszpańskiego, ale chwilowo kompletnie mi go brakuje na najważniejszą rzecz, jaką obecnie jest matura. Zobaczymy może w wakacje mi się uda coś pouczyć.

A dzisiaj polecam piosenkę, już nie taką smutną tylko trochę bardziej rozgrzewającą.


czwartek, 3 listopada 2011

Wzrost "oglądalności"

Tak na prawdę to nie wiem czym jest wywołany, ale na pewno jest mi z tego powodu miło. Jutro piątek, a tak na prawdę to za niecałą godzinę. Mam jutro sprawdzian z rachunkowości i powinnam się uczyć, tylko że mam mały problem. Nie wiem czego mam się uczyć, bo wszystko wydaje mi się proste, ale cóż, taka już moja przypadłość :) Taka jest niestety prawda, że akurat ten przedmiot przychodzi mi z łatwością. Moi rodzice mówią, że wybrałam sobie dobry kierunek edukacji, technik ekonomista :D

Mam prośbę. Skoro moja "oglądalność" ostatnie czasy tak wzrosła to jak ktoś ma jakieś swoje zdanie, lub chce się czymś ze mną podzielić to piszcie komentarze. Uwierzcie mi, będzie mi bardzo miło :) Wypadało by iść spać, skoro mój brat już śpi a ja i tak nie mam zamiaru się uczyć, choć w sumie dobrze mi się dzisiaj pisze opowiadanie. Mimo wszystko mówię "Dobranoc" a co będę dalej robić to się zobaczy...

środa, 2 listopada 2011

Moja biblioteczka :)

Może na święta powiększy się o kolejną pozycję. Co prawda będzie to dopiero 4 książka z tej "sagi", ale prawi mi na prawdę wiele radości. Nie chce nic więcej tylko książkę. Niektórzy mogą pomyśleć, że mam fioła na tym punkcie, może to i racja, ale czuję się z tym dobrze, wiem, że jestem sobą i nikogo nie udaję. Mam coś co kocham, co dodaje mi siły i to jest Barca. Nie wiem, ale kiedy czytam książki z sagi barcelońskiej, czuje, że napływa do mnie taki spokój, siła, dzięki której wiem, że też mogę coś osiągnąć. Jest mi z tym dobrze, ze samą sobą. Może to szaleństwo, ale taka jestem, taka jest prawdziwa Natalia.

Nie wiem czemu o tym piszę, tak jakoś wyszło. Dzisiaj jak szłam tacie po leki do apteki to unikałam mojej klasy jak tylko mogłam, nawet nadkładałam drogi. Jedno jednak mogę powiedzieć, zaczynam czuć się dobrze sama ze sobą, i tylko ze sobą. Nikt chyba mnie nigdy nie zrozumie, jestem jaka jestem i nich tak pozostanie. Poznaję siebie i staram się zaakceptować, choć powiem szczerze, że wychodzi mi to trudno, ale staram się.
Jestem sobą i chyba nie ma sensu zmieniać siebie tylko dlatego żeby ci grupa zaakceptowała, szkoda, że dostrzegam to dopiero tak późno, w końcu 3 lata się z tym męczyłam, z poczuciem odtrącenia. Teraz też tak jest, ale nie przeszkadza mi to aż tak, mam swoje życie inne niż wszyscy, ale moje...


 Co prawda zdjęcia nie do tematu, ale obiecuje, że kiedyś (nie wiem kiedy), ale wkleję zdjęcia mojej ukochanej biblioteczki :) :)

P.S. Jeśli koś chciałby poczytać moje wypociny tzn. moje opowiadanie to zapraszam na "One Dream - droga do marzeń". Nie jest to nic nadzwyczajnego, ale sprawia mi radość, bo mogę wyrazić siebie. Jak na razie ciężko jest z notkami, bo nie mam czasu, ale postaram się poprawić :)

środa, 26 października 2011

Niektórzy ludzie mnie bawią.

W szczególności ci z mojej klasy. Ja potrafię wiele zrozumieć, ale nie rozumiem, jak można na lekcjach praktycznie tyko gadać, a potem mieć pretensje, że się ma złe oceny. Bawi mnie też fakt, że niektórzy przez 3 lata praktycznie nic nie robili a teraz się obudzili, że mamy maturę i mają 4 czy 5 razy w tygodniu korepetycje. Nie wiem, ja bym tak nie mogła, przychodzę ze szkoły tak zmęczona, że zjem coś, położę się do łóżka i prawie natychmiast usypiam. Może faktycznie i jestem najlepszą uczennica w klasie, ale na pewno nie jestem kujonem jak sobie niektórzy wyobrażają, bo najczęściej to nawet nie mam ochoty wziąć się do nauki. Wiem, że mam maturę i te przedmioty, które są mi potrzebne na studnia to staram się gdzieś na nich skupić, jak na razie nie w domu to uważam w szkole i bardzo dużo z tego wynoszę. Może mam inne podejście do życia, świata, tego wszystkiego co mnie otacza, ale taka już jestem. Mam swoje priorytety, marzenia, cele w życiu i do nich staram się dożyć. Chyba nie jestem normalną nastolatka XXI wieku, nie bawią mnie imprezy, wole posiedzieć w domu, jak mam ochotę to posłuchać mojej ukochanej muzyki, albo po prostu zająć się robótkami. Wiem, że nie jest to normalne, ale ja też normalna nie jestem...

Jak myślicie jakie podejście do życia, moje czy mojej klasy jest lepsze. Czekam na jakieś odpowiedzi, bo ciekawi mnie to jak wy sądzicie.

Pozdrawiam i dzisiaj polecam drugą z moich piosenek


niedziela, 23 października 2011

Brak nadzieji...

... na to, że jeszcze coś może wyjść. Już nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony cieszę się, że mój brat się żeni, ale dlaczego zawsze ja mam z wszystkiego rezygnować. Staram się jak mogę, oszczędzam, pomagam ile tylko mogę a i tak wszyscy mają to w dupie. Chcę pojechać do tej Hiszpanii, spełnić chociaż jedno moje marzenie i czuje, że jak nie pojadę w przyszłym roku to już nie pojadę w ogóle i chyba nie pojadę. Ta co się najbardziej stara zawsze musi być najbardziej poszkodowana... Czasami mam dość tego jak wszyscy mnie traktują, po prostu dość...

sobota, 8 października 2011

Zmuszona do jazdy samochodem.

Niestety taka prawda. Mam prawo jazdy, ale nie lubię jeździć autem, nie wiem dla czego. Jak jeździłam na jazdach to fajnie mi się jeździło, ale teraz już nie. Boję się i nie lubię, a mojego ojca to bardzo wkurza. Dzisiaj niestety musiałam jechać. Mój brat wybrał się z narzeczoną do klubu, wszystko było by dobrze gdyby nie to, że chwile przed tym jak miał po nią jechać to złamał sobie okulary i już nie miałam wyjścia. Nie było najgorzej, ale to i tak nie zmienia faktu, że nie lubię jeździć. Dzisiaj jeszcze chyba raz będę musiała wsiąść do auta jako kierowca, żeby odwieźć Sonie do domu, ale jak powiedziała, że mogę w razie czego jechać to już nie mam innego wyjścia :)

piątek, 7 października 2011

Czasami mi się wydaje...

...po pierwsze, że jestem mądrzejsza od niektórych nauczycieli w mojej szkole. Chodzi mi głównie o jedną nauczycielkę. Wczoraj miałam bardzo sympatyczną sytuację kiedy nauczycielka nie umiałam zrozumieć oczywistej rzeczy i ja jej to tłumaczyłam (do końca chyba nie zrozumiała), cóż tu jednak zrobić.
... po drugie, że nie pasuje do tego świata. Coraz bardziej to dostrzegam, ale jakoś daje rade. Miesiąc roku szkolnego minęło i jakoś się trzymam. Czasami faktycznie mam dość, źle się czuję w klasie, najchętniej to bym już tam nie poszła, ale nie mogę, jakoś muszę wytrzymać do końca kwietnia. Wierze, ze jakoś mi się uda i jak pójdę na studnia a nawet jak napisze maturę to zacznę nowe życie, miejmy nadzieje, że lepsze niż obecne.

Jeśli mogę komuś polecić piękną piosenką to polecam: Anahí ¨Dividida¨




sobota, 1 października 2011

Zaczyna się balet

Miesiąc nauki minął i zaczyna się normalna nauka, czyli sprawdzian za sprawdzianem a za tym sprawdzianem sprawdzian. Wiem, że taki los ucznia, ale nie przesadzajmy. W poniedziałek mam dwie normalne kartkówki (rachunkowość i niemiecki) i do tego kartkówka z treści lektury, której jeszcze nie przeczytałam, ale to tylko mały detal. Dzisiaj myślałam, że zwariuje. Pojechałam do koleżanki, żeby wspólnie zrobić zadanie domowe i co? Zajęło nam to 3,5 godziny, jakieś cholerne zadanie domowe. Najgorsze jest to, że tak do końca to ja nie wiem jak myśmy to zrobiły w całości, bo zadanie obejmowało zagadnienia, których jeszcze nie przerabialiśmy na żadnym z przedmiotów zawodowych. Powiedziała Darii, że jak będziemy miały coś nie tak to coś zrobię nauczycielce, bo powiedziała, że mamy zrobić a jak to już nikt nie chciał powiedzieć. Padam, nie wiem jak się nazywam, ale jeszcze nie mogę iść spać, bo i tak potem nie będę spać.

niedziela, 25 września 2011

Muzyka

Od dawna wiem, że muzyka jest w moim życiu czymś ważnym. To ona wyciągnęła mnie z totalnego dołka, pozwoliła w pewnym sensie odnaleźć się na nowo. Teraz kiedy słucham hiszpańskiej muzyki, czuję się piękna, choć wiem, że tak nie jest. Nie wiem dlaczego tak jest, muzyka to moje życie, kiedy słucham muzyki to jestem w innym świecie, w moim świecie. Nie umiem śpiewać (chyba), nie umiem grać na żadnym instrumencie, ale całe moje serce należy do muzyki. No dobra do muzyki i FC Barcelony. Słuchając muzyki nie czuję się samotna, nie czuje się wyrzutkiem, jestem po prostu sobą...

poniedziałek, 12 września 2011

Kaleka

Ja już pisałam to coś sobie zrobiłam z moją kostką i najgorsze jest to, że mi nie przeszło. Boli mnie strasznie i do tego ledwo co chodzę. Jak do końca tygodnie mi nie przejdzie to będzie koszmar, bo będę musiała iść do lekarza. Z moim pechem taka wizyta może skończyć się tym, że wsadzą mi nogę w gips (kolejny raz). Obawiam się tylko jednego, jak ja potem będę chodzić do szkoły, nie mogę sobie pozwolić na opuszczanie lekcji, szczególnie w klasie maturalnej. Boli bardzo i tak do końca nie wiem co się stało, ale na pewno jej nie skręciłam (chyba że o czymś nie wiem), jedynie co to mogłam ją przeciążyć. Mam nadzieje, że szybko się ta sprawa rozwiąże i to bez wizyty u lekarza.

A tak z innej beczki, dostaliśmy dzisiaj tematy prezentacji maturalnych z polskiego. Ponieważ moja klasa jest tak cudowna, że już sobie pozajmowali tematy więc musiałam się szybko zdecydować. Niestety tematy są tragiczne, naprawdę straszne. Udał mi się załapać chyba na temat w miarę. Jeśli by ktoś miał jakiś pomysł jaką bibliografię mogę wybrać to będę wdzięczna, coś tam mam, ale uwagi zawsze się przydadzą, zwłaszcza, że mam tylko temat. Mój temat to: "Wina i kara w literaturze różnych epok. Omów zagadnienie na wybranych przykładach." Cudowny wiem, ale lepszego nie było :)

niedziela, 11 września 2011

Cieszyn, Pszczyna

Sobota była fajnym dniem, naprawdę fajnym. Z bratem, jego narzeczoną i babciami pojechaliśmy najpierw do Cieszyna a potem jeszcze do Pszczyny. To drugie miasto nie było planowane, ale tak jakoś wyszło nam po drodze. W sumie to dzień przeleciał dość szybko. Pogoda nie była cudowna, bo było zachmurzenie, ale tak obiektywie patrząc to pogoda była idealna do zwiedzania, nie było za ciepło i za zimno.Co zapamiętam z Cieszyna to, że jak weszliśmy na basztę to o mały włos bym tam została :) Jak spojrzałam jak te schody są strome i ja mam po nich zejść to trochę mi się słabo zrobiło, a na domiar złego schody byłe drewniane. Udało mi się zejść, co prawda trochę to trwała i jak zeszłam to byłam podobno blada jak ściana, ale cóż. Patrząc na to dzisiaj powiem, że bardzo się opłacało. W Pszczynie byliśmy tylko w parku zamkowym. Tak dodając na koniec przed zdjęciami to po tej wycieczce to do tej pory nie potrafię normalnie chodzić a wszystko przez moją cholerną kostkę, którą już wielokrotnie skręciłam i przy dłuższym chodzeniu zaczyna bardzo boleć. Niby już mi się zdarzała cały dzień chodzić i mi tylko do następnego dnia bolała a teraz jakoś dziwnie, bo jeszcze dzisiaj mam problem a chodzeniem, mam nadzieje, że mi do jutra przejdzie, przecież muszę iść do szkoły.

Na koniec kilka zdjęć:














środa, 7 września 2011

Śląski salon maturzystów.

Wszystko ładnie pięknie, ale po tym spotkaniu na słowo "matura" to już mi się rzygać chce. Dopiero pierwszy tydzień szkoły a oni wszyscy, szczególnie o niczym innym nie nawijają. Mogę wszystko zrozumieć, ale są jakieś granice. Wiem, że w maju mam maturę, jestem tego świadoma, ale męczy mnie przypominanie mi tego na każdym kroku. Wiem co mam robić, w końcu od tego zależy moja przyszłość, ale bez przesady. Dzisiaj to była jakaś kompletna paranoja, siedzieliśmy od 8:30 do 13:00 i nic tylko matura, matura. Ostatnich wykładów już nie dało się słuchać. Wiem, że to dla naszego dobra, ale trzeba robić wszystko z głową, z umiarem a dzisiaj tego nie było, przynajmniej jak dla mnie. Kiedy wyszłam z UŚ-u to normalnie nie wiedziałam jak się nazywam, miałam wszystkiego dosyć. A na domiar złego mieliśmy te wykłady w auli, gdzie było cholernie duszno, a przestrzeń na jakiej siedzieliśmy i jaką mieliśmy to był jakiś koszmar, nawet nie szło za bardzo wygodnie usiąść.

poniedziałek, 5 września 2011

Nawet nie było tak źle...

Bo faktycznie nie było. Na angielskim nawet lajcik i na szczęście nikt nie mówił nic na temat tej nieszczęsnej studniówki. Ale jedno wam powiem ta szkoła wykończy mnie psychicznie. Przyszłam o 16 do domu, obejrzałam dwa odcinki "Słodkiego biznesu" i musiałam się położyć. Byłam tak wykończona, że nawet nie wiem kiedy usnęłam a potem bracik miał problem z obudzeniem mnie, ale to szczegół :) Nie wyobrażam sobie tego wszystkiego szczególnie mając cały tydzień praktycznie albo do 15:20 albo do 14:25. Do domu przez cholerne korki i przepełnione autobusy wracam od 30 do 45 minut nawet zdarza się godzinę tak że to chyba jest gorsze niż siedzenie w szkole. Ale to już ostatnia klasa, choć do końca to do mnie nie dociera :D

niedziela, 4 września 2011

Masakra.

Wiecie co? Mam dość wszystkiego. Nienawidzę tej cholernej klasy, tego otoczenia, w którym muszę funkcjonować. Nie mam najmniejszej ochoty jutro iść do szkoły, na samą myśl łzy napływają do moich oczu. W piątek zaczęły się tematy studniówki, a ja nie rozumiem dlaczego moja "wspaniała" klasa nie potrafi zrozumieć, że nie chcę iść na studniówkę. Boje się, że jutro znowu niektóre osoby będą mnie przekonywały żebym poszła na tą cholerną studniówkę, ale ja nie chce. Jeśli faktyczne zacznie się rozmowa na ten temat to nie wiem co zrobię, mam tylko nadzieje, że nie wybuchnę i nie palnę tego co nie chciałabym mówić a niestety jest to możliwe. Oni uważają, że wszystko jest ok, ale z mojej perspektywy tak nie jest i nie mam zamiaru tego tłumaczyć, bo i tak nie zrozumieją. W piątek usłyszałam: "Przecież możesz z nami pogadać." Tylko cholera o czym ja mam z nimi gadać? Mam inne zainteresowania, inne podejście do życia, ogólnie jestem inna, a oni myślą, że to jest tak prosto. Nie jest w szczególności kiedy traktują mnie tak jak traktują. Nie wiem jak wytrzymam te 8,5 miesiąca do matury, ale jakoś nie chce zmieniać w ostatniej klasie szkoły. Nie wiem muszę znaleźć w sobie siłę, żeby wytrzymać, nie mam innego wyjścia. Tylko jak to będzie...

czwartek, 1 września 2011

Pierwszy dzień.

Może nawet nie był taki zły, ale dobrego początku też nie zwiastował. Przez głupotę przeglądałam to co umieścili ludzie z mojej klasy dzisiaj na Facebooku i co i już było co zrobi pierwsza grupa jutro na rachunkowości beze mnie, bo przecież nikt inny się nie odzywa. Idealny przykład do czego jestem im potrzebna, ale chyba muszę się w końcu z tym pogodzić i znaleźć w sobie na tyle silnej woli i samozaparcia, żeby im przez te 8,5 miesiąca nie pomagać, choćby mieli mnie obgadywać. Byłam dzisiaj na Mszy poprosić o siłę, żebym wytrwała w tym co sobie postanowiłam i mam nadzieje, że chociaż tym razem dotrwam, nie poddam się i nie ulegnę. Co będzie dalej zobaczymy, miejmy nadzieje, że będzie dobrze.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Zbliża się...

Jeszcze tylko jutro a potem zaczyna się szkoła. Cholernie się tego boje, nie tego, że znowu będę sama, czy znowu będą chcieli mnie wykorzystać, ale tego, że ulegnę. Pomimo tego, że powiem sobie, że już skończyłam z pomaganiem im boje się, że nie wytrzymam i ulegnę. W tym wszystkim boję się samotności i odrzucenia praktycznie bez powodu. Może to dziwne i dla niektórych niezrozumiałe, ale nie mam ochoty iść do tej szkoły, jeśli już mam być sama to wolę wakacje, czas w którym nie muszę mieć złudnych nadziei, że coś się zmieni. Jednego jestem pewna, w tym roku szkolnym bardzo będzie mi potrzebna muzyka, całe moje życie...

wtorek, 23 sierpnia 2011

Coraz bliżej szkoła...

Coraz bliżej szkoła a ja mam coraz mniejszą ochotę tam iść. Z jednej strony chciałabym mieć już tą maturę i egzamin zawodowy a z drugiej nie chce widzieć mojej klasy, nie chce przez kolejne 8 miesięcy się z nimi spotykać. W tej grupie nikt mnie nie rozumie, nikt nie lubi, traktują mnie tylko jak przedmiot. Jestem im potrzebna tylko do pomagania, do tłumaczenie, osobą od której będą mogli ściągać na sprawdzianie. Może to i moja wina, ale chciałabym być traktowana normalnie, jak każdy inny a nie jak przedmiot. Powiedziałam sobie, że w tej klasie, w tym roku tak nie będzie, ale nie wiem czy jestem na tyle silna, żeby nie ulec. Nie wiem jak mam wytrzymać tą ostatnią klasę, jak sobie poradzić z samotnością... już nic nie wiem...

Jak ktoś ma jakiś pomysł, niech pisze będę wdzięczna.

środa, 10 sierpnia 2011

Jeden dzień.

W końcu jeden dzień, przyjemny dzień tego lata. Spędziłam go z koleżanką z klasy chyba jedyną. Spokojnie pogadałyśmy, obejrzałyśmy film, ogólnie było całkiem miło. Fajne są takie dni, przynajmniej szybko przeleciał. Nie powiem, ale poczułam się sobą, osobą którą na prawdę jestem, a nie jakaś taka przygaszona. Chciałabym spędzać więcej takich miłych dni. To już końcówka wakacji, ale pogoda jak zwykle paskudna, cóż zrobić. Jednego jestem pewna ten rok szkolny będzie trudny, dwa ważne egzaminy, które zadecydują o dalszym moim życiu. Wiem, że rodzice i brat we mnie wierzą, nauczyciele na pewno też, ale tak szczerze ja tego nie czuję. Może jestem za strachliwa, ale taka jestem. Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby pozdawać i maturę i egzamin zawodowy jak najlepiej, co z tego wyjdzie zobaczymy. Jest jeszcze jedna rzecz na której by mi zależało w przyszłym roku, wyjechać w końcu do mojej ukochanej Hiszpanii i spędzić wspaniałe wakacje. Marzyć należy i ja to robię i kiedyś zrealizuję wszystkie moje marzenie, przecież jakby wyglądało życie bez marzeń...

piątek, 5 sierpnia 2011

Kolejna awantura...

Czasami zastanawiam się dlaczego tak jest, dlaczego moi rodzice praktyczne bez powodu się kłócą. Dzisiaj na przykład poszło o to jak zmienić blat szafek w kuchni. Mój ojciec nie pozwala nikomu nic powiedzieć, zawsze tylko on wie najlepiej. Czasami już mam dość, najchętniej to wygarnęłabym mu wszystko co o nim mówią, ale wtedy myślę o mamie, co z nami będzie. Już czasami nie mam siły, nie jestem szczęśliwa, to wiem na pewno. Ciągłe kłótnie, strach przed ojcem. Najgorsze jest to że mając 19 lat boje mu się powiedzieć, że w przyszłym roku chcę zabrać mamę na wakacje do Hiszpanii, oczywiście za moje pieniądze. Żyje jak w klatce, może z własnej woli, ale mając taką rodzinę, która nie traktuje mnie poważne, gdzie nie czuje się do końca kochana, nie dziwie się sobie. Jestem skryta, a jak już się otworze i zaufam komuś to ten ktoś mnie bardzo rani. Nie rozumiem czemu tak jest, czy jestem jakaś trędowata, czy jest ze mną coś nie tak. Czasami w domu czuje się jak służba, zrób to, zrób tamto. Mój barat ma o wiele lepiej, przynajmniej tak jest z mojej strony, nikt się go nie czepia, nie mówi co ma robić. Kiedyś nawet zastanawiałam się czy nie jestem adoptowana, czuje się jak wyrzutek nie tylko społeczeństwa, ale także w rodzinie. Jedyne co w chwili obecnej trzyma mnie w normalnym funkcjonowaniu to muzyka i tak chyba już zostanie...

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Dlaczego tak jest?

Czasami zastanawiam się dlaczego światem kierują tylko pieniądze i to jak człowiek wygląda. Chyba wygląd nie jest najważniejszy, przynajmniej dla mnie, dla mnie liczy się coś więcej, niż jak wyglądasz i ile masz kasy. Niestety dla większości osób które znam właśnie to się liczy. Nie należę ani do jednej grupy, ani do drugiej. Nie jestem ładna, szczupła tym bardziej, mam parę kilo za dużo. Pieniędzy niestety też nie mam, ledwo moim rodzicom starcza od wypłaty do wypłaty. Niestety przyjaciół nie mam. Dlaczego? Sama nie wiem, może dla tego, że nie mam odpowiedniego wyglądu, może dlatego, że nie mogę zaimponować kasą a może po prostu nie pasuje do nikogo. Uważana za kujona, ale niech mi ktoś powie, czy to źle, że mam dobre oceny, nie ucząc się. Nie siedzę przed książkami całymi dniami, ale klasa i tak tratuje mnie jak przedmiot. Jestem im potrzebna tylko po to, żeby coś wytłumaczyć, albo dać zadanie. 

Niech mi ktoś powie, dlaczego tak na świecie jest. Dlaczego liczy się tylko kasa i wygląd, jak ktoś tego nie mam to co jest gorszy. Nie rozumiem tego i chyba nigdy tego nie zrozumiem. Czy inteligencja i to ile jesteś wart nic już nie znaczy? 

Zaczynam od tego, nie wiem do końca czemu, ale takie przemyślenia mnie natchnęły. Może dlatego, że połowa wakacji, a ja mam wrócić do tej cholernej klasy. Można powiedzieć, że jak wytrzymałam 3 lata to wytrzymaj i ten nadchodzący rok. Na tym blogu, postaram się pisać takie moje przemyślenia, ale także opisywać to co kocham, to wokół czego tan na prawdę kręci się moje życie. Może to nie będzie ciekawe, ale może ktoś jest w podobnej sytuacji, ale po prostu mnie zrozumie. Jestem otwarta na znajomości, pomimo tego, że mam ich bardzo mało. :)

Kilka fotek z moich wakacji:  Komorów 2011