środa, 6 listopada 2013
Nic wyjątkowego się nie dzieje
Znowu dawno nie pisałam, ale też nic takiego wyjątkowego się nie działo. W zeszły weekend zajęcia zakończone przeciążeniem nadgarstka i kilkoma dniami z zabandażowaną ręka. Na szczęście w miarę szybko zdobiło się na tyle dobrze, że mogłam już normalnie ruszać ręką. Ostatnio jakoś nie mogę zabrać sie do pisania, w ogóle nie mogę się do niczego zabrać. Jakoś na nic nie mam ochoty. Pogoda jest okropna i nie zachęca mnie do niczego. W niedziele miałam jechać z koleżankami do Pszczyny, ale pogoda popsuła nam plany, więc świętowałam z rodzicami, babcią i bracikiem, to że brat został magistrem. Może nawet dobrze się złożyło, że nie jechałyśmy. Mam jednak nadzieje, że uda nam się jeszcze w tym roku doprowadzić do tej wycieczki. Za to dzisiaj znowu wybrałam się do Bytomia na gorącą czekoladę w miłym towarzystwie koleżanek. Co prawda pogoda znowu nie dopisała, rozwaliły mi się buty, ale warto było spędzić tak milo ten czas. Niestety w weekend znowu trzeba się udać na uczelnię, na szczęście ten zjazd nie będzie tym najgorszym. Następny zjazd, ten za dwa tygodnie to będzie istny horror, dwa dni na uczelni od 8 do 20:40, jak to przeżyje to będzie istny cud. No dobra może aż tak źle nie będzie, ale z pewnością nie będę do życia. Zobaczymy jak to będzie, ale obawiam się trochę tych dwóch dni, jak na razie trzeba wytrwać najbliższy zjazd. Trochę późno się zrobiło, więc trzeba by się było położyć. Mam nadzieje, że teraz uda mi się szybciej coś napisać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz