Znowu dawno nie pisała, jakoś nie umiem ostatnie czasy opisać tego co się ze mną dzieje. Niby nic takiego, w domu powoli się uspokaja, albo jest cisza przed burzą, bo tata jeszcze nie wie, że jednaj jedziemy. Wiąż odzywa się do mnie tylko wtedy kiedy musi, a mi już teraz to nie przeszkadza. Wszystko pomału jakoś kręci się do przodu, choć czasami nie jest łatwo. Zbliżają się święta, ale jakoś nie mam na nie ochoty, nie sprawia mi to radości. Zobaczymy jak to będzie. Powiem szczerze, że nie potrafię jakoś doprowadzić się do odpowiedniego stanu. Ćwiczenia stanęły w martwym punkcie, motywację mam, ale sił nie i chyba najbardziej tych psychicznych. Muszę na nowo się przełamać i dam radę. Muszę wrócić, na odpowiedni tor z moim życiem, choć teraz jestem coraz bardziej sobą. Technikum się skończyło, już definitywnie zamknęłam ten rozdział i czuję się z tym bardzo dobrze. Nie mogę patrzeć co było wstecz, muszę patrzeć przed siebie, spełniać swoje małe cele. Mam też nadzieje, że jak ponownie odnajdę równowagę w życiu to znowu zacznę tutaj normalnie pisać. Nie wiem ile osób to czyta, ale ja pisząc, mogę się pozbyć moich uczuć, powiedzieć co mnie boli i ogólnie się wygadać i czuję się z tym dobrze.
Wczoraj nawet spędziłam miłe popołudnie. Umówiłam się z dziewczynami z uczelni na spotkanie poza uczelnią. Przydał mi się taki wypad, takie 3 godziny oderwania od otaczających problemów i tego wszystkiego. Pogadałyśmy, wypiłyśmy piwko, ogólnie czas spędzony bardzo miło. Mam nadzieje, że jeszcze nadarzą się takie wypady. Nie jestem osobą zbytnio towarzyską, ale chyba muszę to w końcu zmienić. Powtarzam to dość często, ale zobaczymy co będzie. Nie mam zamiaru nic planować, niech się dzieje to co ma się dziać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz