niedziela, 7 lipca 2013
Dwa tygodnie.
Tyle zostało mi do wyjazdu. Przypuszczam, że awantury o wyjazd jeszcze do końca się nie skończyły, ale już jest bliżej niż dalej, więc jakoś to wytrzymamy. Tak naprawdę to najważniejsze jest to, że skończyłam sesję z powodzeniem, bez poprawki we wrześniu, indeks też już oddałam, więc mam wakacje. Teraz to trzeba załatwić Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego, czyli udać się do NFZ-u (o zgrozo...), kupić jeszcze może jakieś ciuchy, to co potrzebne, a jeszcze tego nie mam, zaopatrzyć apteczkę, posprzątać pokój, żeby tatuś się nie czepiał i myślami być w gorącej Hiszpanii. Teraz to już jest z górki, jak tyle czasu i tyle awantur wytrzymałyśmy to te dwa tygodnie też przetrzyamy. Najbardziej to cieszę się z tego, że pojadę tam ze spokojny, sumieniem, że ne mam egzaminów wrześniowych, wręcz przeciwnie możliwe, że mam szansę na stypendium za wyniki w nauce, ale to sie okaże dopiero gdzieś na początu października. Z tego wszystkiego na in plus jest to, że skończyłam pierwszy rok studiów i nie było tak źle jak myślałam po tym jak sie nie dostałam na UE. Teraz tak myśle, że może lepiej tak się stało jak się stało, przynajmiej poznałam grupkę fajnych ludzi, w gronie których czuję się świetnie, w końcu znalazłam ludzi, któorzy traktują mnie normalnie, z którymi mam o czym pogadać, umówić się, gdzieś wyjść, wyjechać na wycieczkę. Może w końcu wszystko zacznie się jakoś układać ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz