niedziela, 15 września 2013

Popołudnie z przygodami.

Niby dzień nie zapowiadał takich przygód, ale ogólnie było fajnie. Wraz z rodzicami, bratem i bratową postanowiliśmy dzisiaj jechać do palmiarni do Gliwic. Trochę się tego obawiałam, bo w środę chyba skręciłam sobie kostkę, piszę chyba, bo nie pamiętam, żeby coś takiego się stało, ale jak wróciłam to noga nie wyglądała za dobrze. Oczywiście w piątek w końcu pojechałam z mama na pogotowie, ale na zdjęciu rentgenowskim nic nie wyszło, no i lekarza patrzał się na mnie choćbym to wszystko sobie zmyśliła, ale cóż. Nie mam tego w gipsie, czy czymś takim, ale noszę swój stary stabilizator. Ale wracając do dzisiejszego dnia, pojechaliśmy do tej palmiarni. Było fajnie, ciekawe roślinki, zwierzątka. Potem kawa i ciasto, no i chcemy wracać do domu. Auto brata trochę szfankowało, bo coś było nie tak z tłumikiem i miał w tym tygodniu jechać z tym na warsztat, ale nie zdążył. Jedziemy sobie spokojnie do domu i nagle słyszymy jak coś trze po asfalcie no i nasza jazda niestety się skończyła. Zepchnęliśmy auto na jakiś wjazd na budowę, żeby nie torowało drogi. Na początku wydawało się, że tata (mechanik samochodowy) i bracik zdołają jakoś przychycić ten tłumik tak żeby dojechać do domu, ale się rozpadało. Skończyło się na tym, że zadzwoniliśmy po pomoc drogową, ale że było nas 5 to trzeba było załatwić jakiś transport do domu dla mamy, Sonii i mnie. W końcu bracik zadzwonił do kolegi, który bez problemu po nas podjechał. Laweta przyjechała po jakieś godzinie, a kumpla jeszcze nie było, bo wkopał się w korek w centrum Katowic. Trochę poczekałyśmy same a tym zadupiu i nasz transport też przyjechał. Jak wyjechaliśmy z domu koło 14 tak wróciliśmy po 20 a gdyby wszystko poszło bez problemów to bylibyśmy koło 17 w domu. Czasami przydaje się taki dzień z wrażeniami, przynajmniej nie było nudno. A na koniec kilka zdjęć z palmiarni:









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz