poniedziałek, 6 sierpnia 2012

11 dni.

Tyle zostało do wesela brata. 12 dnia o godzinie 14:00 wszystko się zmieni. Zaczynam odczuwać lekki dreszczyk emocji. Niby chciałam, żeby w końcu Mateusz się wyprowadził, ale z drugiej strony, czegoś w domu będzie brakować. Będę mogła urządzić sobie pokój na swój własny sposób, ale nie będę miała się z kim kłócić, nie będzie miał mnie kto wkurzać, pomagać przy sprzęcie komputerowym. Nie tylko ja czuję się z tym dziwnie, rodzice też. W tym roku, w sumie całe moje życie się zmieni, brat się żeni i wyprowadza, ja skończyłam technikum (jeszcze nie wiem jakie są wyniki egzaminu zawodowego) i zacznę studia w październiku, zostaje sama z rodzicami w domu, w końcu będę miała swój własny pokój :) Ciekawe co jeszcze wydarzy się do 31 grudnia, w sumie to może zdarzyć się wszystko.  Jak życie potrafi się zmienić i to nawet w dość krótkim czasie. Zobaczymy jak to wszystko się dalej potoczy, nie ma co patrzeć dużo na przód, trzeba żyć z dnia na dzień. Tak szczerze to chyba zaczynam się tego uczyć, już nie przejmuję się tak wszystkim, ale nie wiadomo co będzie jak pójdę na studia. Mam nadzieje, że wszystko w końcu się ułoży, chyba należy mi się to.

Tak wracając do tego wesela, to przygotowania pełna parą. Ja chyba z całej rodziny jestem w najgorszej sytuacji, bo mam tylko buty, torebkę i biżuterię. No dobra, w czwartek mam ostatnią przymiarkę sukienki a w piątek lub sobotę będę mogła ją odebrać, w końcu. Już chciałabym zobaczyć ja gotową, nie mogę się doczekać. Remont definitywnie zakończony, więc zostaje nam tylko posprzątać, przygotować ozdoby na samochód, wino. Trochę tego wszystkiego jeszcze jest do zrobienia, mam nadzieje, że te 11 dni nam wystarczy, w sumie to nawet mnie. W piątek chcę już mieć wszystko gotowe, żeby mama mogła mi zrobić paznokcie.

Dobra już nie przynudzam, a po za tym za oknem się jakaś burza kroi, więc trzeba się spakować do spania.
Dobranoc :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz