Dzisiejszy dzień dał mi dużo radości. Pierwsze co, to z rana jechałam do szkoły zobaczyć czy zdałam egzamin zawodowy. ZDAŁAM!! Teraz to jestem technik ekonomista :D W sumie to byłam trochę zdziwiona wynikami mojej klasy bo zdało nas tylko 8 osób, a wydawało się, że było proste. Ja z części praktycznej miałam 87% z czego jestem bardzo zadowolona. Część pisemna też nie poszła mi najgorzej, o 96% i 80% to jest dobrze. Druga dobra rzecz dzisiejszego dnia to taka, że zobaczyłam E-Maila z mojej przyszłej uczelni w sprawie spotkania dotyczącego studiów stacjonarnych. Ostatnie dni siedziałam jak na szpilkach i czekałam na jakąś wiadomość, a teraz jest już duża szansa, że otworzą studia dzienne, a na takich by mi zależało. Dla mnie chodzenie do szkoły od poniedziałku do piątku jest o wiele lepsze, bo jestem słuchowcem i nie potrafię uczyć się z książek, najwięcej rozumiem gdy ktoś to dobrze wytłumaczy. Jak na razie wybieram się na spotkanie 12 września, mam nadzieje, że tam wszystko już do końca się wyjaśni, na jakie studia będę chodzić. Trochę mi szkoda, że nie dostałam się na państwowa uczelnię, ale cóż. No dobra mogłabym iść na kierunek, który mnie kompletnie nie interesuje i iść tam tylko po tytuł, ale chyba nie o to chodzi (przynajmniej tak mi się wydaje). Rodzice też powiedzieli, że nie ma sensu iść na mus, na coś co mnie nie interesuje, a po za tym udało mi się znaleźć coś taniego. Zobaczymy ci z tego wszystkiego wyjdzie. Trzecią dobrą rzeczą, może trochę abstrakcyjna jest to, że "dogadałam" się z maszyna do szycia. Robię kilka zmian w pokoju, jak na razie w planie mam taką matę z kieszonkami na ścianę. I postanowiłam zrobić ją sama ze starych jeasnów (przynajmniej na coś się przydadzą), niestety jak do tej pory nie szyłam niczego na maszynie, więc początki nie byłe łatwe. Ale w końcu udało mi się ją opanować, co prawda musiałam znaleźć instrukcje obsługi w internecie, ale udało się.
Ostatnio długo nie pisałam, ale jakoś nie było czasu, a po za tym muszę dzielić się komputerem z mamą, więc zazwyczaj jestem w okolicach godziny 22:00. Jakoś przyzwyczajam się do tego, że jak mama idzie spać to nie mam do kogo buzi otworzyć bo brata już nie mam, do nowego ustawienia łóżka już się przyzwyczaiłam, bo kręgosłup już mnie nie boli, choć kołdra od czasu do czasu ląduje na ziemi w nocy. Wszystko zmierza w dobra stronę, zmieniam trochę wystrój mojego (już tylko mojego) pokoju na bordowo-granatowi. Za niedługo może się wam pochwalę jak wygląda w nowej wersji.
Dobra idę spać, jestem padnięta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz