Sobota była fajnym dniem, naprawdę fajnym. Z bratem, jego narzeczoną i babciami pojechaliśmy najpierw do Cieszyna a potem jeszcze do Pszczyny. To drugie miasto nie było planowane, ale tak jakoś wyszło nam po drodze. W sumie to dzień przeleciał dość szybko. Pogoda nie była cudowna, bo było zachmurzenie, ale tak obiektywie patrząc to pogoda była idealna do zwiedzania, nie było za ciepło i za zimno.Co zapamiętam z Cieszyna to, że jak weszliśmy na basztę to o mały włos bym tam została :) Jak spojrzałam jak te schody są strome i ja mam po nich zejść to trochę mi się słabo zrobiło, a na domiar złego schody byłe drewniane. Udało mi się zejść, co prawda trochę to trwała i jak zeszłam to byłam podobno blada jak ściana, ale cóż. Patrząc na to dzisiaj powiem, że bardzo się opłacało. W Pszczynie byliśmy tylko w parku zamkowym. Tak dodając na koniec przed zdjęciami to po tej wycieczce to do tej pory nie potrafię normalnie chodzić a wszystko przez moją cholerną kostkę, którą już wielokrotnie skręciłam i przy dłuższym chodzeniu zaczyna bardzo boleć. Niby już mi się zdarzała cały dzień chodzić i mi tylko do następnego dnia bolała a teraz jakoś dziwnie, bo jeszcze dzisiaj mam problem a chodzeniem, mam nadzieje, że mi do jutra przejdzie, przecież muszę iść do szkoły.
Na koniec kilka zdjęć:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz