środa, 7 września 2011

Śląski salon maturzystów.

Wszystko ładnie pięknie, ale po tym spotkaniu na słowo "matura" to już mi się rzygać chce. Dopiero pierwszy tydzień szkoły a oni wszyscy, szczególnie o niczym innym nie nawijają. Mogę wszystko zrozumieć, ale są jakieś granice. Wiem, że w maju mam maturę, jestem tego świadoma, ale męczy mnie przypominanie mi tego na każdym kroku. Wiem co mam robić, w końcu od tego zależy moja przyszłość, ale bez przesady. Dzisiaj to była jakaś kompletna paranoja, siedzieliśmy od 8:30 do 13:00 i nic tylko matura, matura. Ostatnich wykładów już nie dało się słuchać. Wiem, że to dla naszego dobra, ale trzeba robić wszystko z głową, z umiarem a dzisiaj tego nie było, przynajmniej jak dla mnie. Kiedy wyszłam z UŚ-u to normalnie nie wiedziałam jak się nazywam, miałam wszystkiego dosyć. A na domiar złego mieliśmy te wykłady w auli, gdzie było cholernie duszno, a przestrzeń na jakiej siedzieliśmy i jaką mieliśmy to był jakiś koszmar, nawet nie szło za bardzo wygodnie usiąść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz