piątek, 4 listopada 2011

Koniec tygodnia...

... oczywiście szkolnego :) Nie powiem, że był to najmilszy tydzień szkolny, no dobra 3 dni, ale dobrze, że już się skończył. Dlaczego nie był najmilszy? Powód jest prosty, już czasami nie wytrzymuje z moją "inteligentną" klasa, niektórzy zachowują się jak dzieci. Dzisiaj pisaliśmy sprawdzian z rachunkowości, nie powiem, że był wyjątkowo prosty, al bardzo trudny też nie był, coś tak pomiędzy. Ja, jak zwykle zresztą, dostałam 5 no i gdy na kolejnej lekcji omawialiśmy gdzie były najczęściej błędy (bo pani je zdążyła przejrzeć) to jedna laska z klasy coś tam powiedziała na mój temat i "najważniejsza" osoba w klasie zaczęła się śmiać. Nie wiem co powiedziała i chyba nie chce wiedzieć, ale czy to jest moja wina, że akurat matematyka i przedmioty zawodowe przychodzą mi z ogromną łatwością i nie muszę się do nich uczyć. Czasami wydaje mi się, że niektórzy mi tego zazdroszczą, ale czy to moja wina. Trudno niech sobie myślą co chcą, już mi to nie przeszkadza. Zostało mi tylko kilka miesięcy i pożegnam się z tą klasą (mam tylko nadzieje, że z niektórymi nie będę miała zajęć na studiach).
Plany na weekend - brak. Z nikim się nie spotkam, bo znajomych nie mam, oddam się mojej muzyce, temu co kocham. Powiem szczerze, że chciałabym znaleźć czas na naukę hiszpańskiego, ale chwilowo kompletnie mi go brakuje na najważniejszą rzecz, jaką obecnie jest matura. Zobaczymy może w wakacje mi się uda coś pouczyć.

A dzisiaj polecam piosenkę, już nie taką smutną tylko trochę bardziej rozgrzewającą.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz