sobota, 12 listopada 2011

Bezsilność...

Czasami zastanawiam się nad moim życiem, nad tym jakie jest. Z mojej perspektywy moje życie jest beznadzieje. Mam tylko muzykę i mamę. Ojciec i brat mają nas w dupie, byleby wszystko było po ich myśli, i żeby nie musieli się za dużo napracować. Czasami mam już dość wszystkiego, łącznie ze swoim życiem. Nic z niego tak na prawdę nie mam, zawsze jest ktoś ważniejszy ode mnie. Nie wiem co mnie tak naszło, może dlatego, że dzisiaj cały pokój wysprzątałam praktycznie tylko z mamą, bo brat powiedział, że posprzątał i dla niego się robota skończyła.
Marzenia... niby takie przyziemne a jednak nieosiągalne. Co bym chciała? Być szczęśliwa, to przede wszystkim. Nie czuję się szczęśliwa i chyba nigdy nie będę. Co rozumiem pod słowem szczęście? Nie wiem, nie mam pojęcia, ale nie chcę czuć się tak jak teraz, bo teraz jest fatalnie. Po drugie chciałabym trochę schudnąć. To dopiero jest nie osiągalne. Niby wiele razy próbowałam, ale mam za słabą wolę i tak na prawdę to chyba już nie mam motywacji. Każda próba kończy się fiaskiem. To wszystko sprawia, że czuje się fatalnie, beznadziejnie, niepotrzebna. Co ja mam? Tylko wiedzę i wnętrze, ale kto by chciał poznać osobę z moim wyglądem. Jestem brzydka i gruba, taka jest prawda i chyba w końcu muszę się z tym pogodzić.
Takie jest moje życie, całe beznadziejne. Gdybym kiedyś się na coś odważyła to pewnie bym do was tego nie pisała. Nie wiem czy żałuję tego, nie wiem już nic, po za tym że czuję się ze swoim życiem fatalnie i nie wiem jak mogła bym to zmienić. Już nic mnie nie bawi, nic nie sprawia mi przyjemności. Jedyne co w jakimś stopniu mi pomaga to muzyka, pozwala mi chociaż na chwilkę zapomnieć mi o rzeczywistości...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz